Blog
Znajdziecie tu wpisy o naszych podróżach, tych bliskich, i tych dalekich. Są osobiste refleksje i oceny. Przedstawiamy nasz własny sposób podróżowania, czyli zwiedzamy zarówno najważniejsze zabytki, jak włóczymy się po tajemniczych zakątkach. Nie omijamy szerokim łukiem muzeów. Mam nadzieję, że spodoba wam się nasz sposób podróżowania i widzenia świata.
Blog - podróżowanie dla przyjemności
Podróżować zaczęliśmy zanim powstał nasz blog. Od lat przemierzamy obce miejsca i uczymy się nowych rzeczy, poznajemy obyczaje i smakujemy potraw. Uważamy, że podróż musimy być przyjemna, dlatego unikamy wyjazdów, polegających na zaliczaniu poszczególnych atrakcji.Blog - samodzielne podróżowanie
Nasza podróż zaczyna się przed wyjazdem, kiedy planujemy trasę, szukamy noclegów, sprawdzamy połączenia komunikacyjne i szukamy najlepszych lokali gastronomicznych. Nie korzystamy z biur podróży, bo lubimy być samodzielni i wolni. To jest nasz wybór, ale jeśli komuś lepiej podróżować z biurem podróży, nie wykrzywiamy się. Każdy sam powinien decydować, jaki sposób spędzania czasu sobie ceni.Najczęściej jeździmy z walizką, ale w Gruzji byliśmy z plecakami. Śpimy w hotelach i mieszkaniach, zdarzyło się schronisko i może jeszcze kiedyś prześpimy się w namiocie.Szwajcarskie zegarki na liście UNESCO
O zegarkach ostatnio było tak głośno w Polsce, że tym razem, będąc w Szwajcarii, postanowiliśmy udać się do dwóch miast związanych z zegarmistrzostwem: Le Locle i Chaux de Fonds. Obie miejscowości zostały wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO właśnie z powodu zegarków. Leżą obok siebie w Jurze, tuż koło francuskiej granicy. W Le Locle pociąg kończy swój bieg. Najpierw chcieliśmy pojechać tylko do Chaux de Fonds ale mieliśmy trochę czasu i zdecydowaliśmy się odwiedzić obie miejscowości. Była to dobra decyzja, bo inaczej z okien pociągu nie zobaczylibyśmy stojących obok siebie fabryk zegarków najbardziej znanych firm. Był to fantastyczny widok, mnóstwo przedmiotów pożądania (no może akurat nie naszego…) powstaje w tej jednej…
Neuchatel, czyli o szwajcarskim bogactwie
Neuchatel jest małym miastem i jak to często w Szwajcarii bywa leży nad jeziorem. Gór, a może jak na tutejsze standardy górek, też tu nie brakuje. Okolica słynie jednak z narodowego przemysłu Helwetów czyli produkcji zegarków. Miasto przeżywało swoje złote lata w dawnych czasach i na przełomie XIX i XX wieku. To ponad 100 lat temu powstały okazałe kamienice dumnie świadczące o bogactwie mieszkańców. To była nasza druga wizyta w Neuchatel. Poprzednio przywitał nas deszcz. Teraz mieliśmy szczęście i udało nam się skorzystać ze słonecznej pogody. A że sobota to dzień targowy mieliśmy okazję przyjrzeć się tutejszemu bazarowi. Czego jak czego, ale serów i przede wszystkim sałaty tu nie brakowało.…
Zwiedzanie Toledo bardzo szybkie
Zwiedzanie Toledo rozpoczęliśmy od obejrzenia dworca kolejowego w stylu mudejar, a więc nawiązujący do budownictwa arabskiego. Tu przyjeżdża szybki pociąg z Madrytu. Potem stare, otoczone murami miasto, wyłania się na wzgórzu z lewej strony. I od razu wiemy, że jesteśmy w miejscu niesamowitym, pełnym historii. W końcu to właśnie Toledo niegdyś Madrytem było stolicą Hiszpanii, a do dziś jest miejscem urzędowania prymasa. Historycznie Toledo było miejscem współistnienia trzech kultur, chrześcijaństwa, judaizmu i kultury arabskiej. Ale tylko do czasu. Byliśmy tu już drugi raz, ale ciągle dziwiliśmy się, że z naszej pierwszej wizyty tak mało pamiętamy. Chyba wszystko wyjaśnia sprawa walizki, bo to ona, a właściwie jej brak, zdominowała nasz pierwszy…
Lanzarote wyspa Cesara Manrique
Co prawda pożegnaliśmy już Lanzarotę, jesteśmy w Madrycie, a dziś odwiedziliśmy Toledo, ale postanowiliśmy dziś opisać jeszcze naszą wycieczkę po miejscach na Lanzarote zaprojektowanych przez Cesara Manrique’a. Bo w końcu porządek musi być. Odbyliśmy całodniową wycieczkę po wyspie i pokrótce opowiemy jak to było. Lanzarote wyspa Cesara Manrique – pomnik rolnika Odwiedziliśmy pomnik rolnika, czyli specjalnie stworzone miejsce, w którym zgromadzono przedmioty związane z życiem na wsi. Nie przypomina ono jednak żadnego skansenu. Wszystko zrodziło się w głowie Manrique’a. Białe budynki komponują się świetnie z roślinami i widokiem przez wielkie panoramiczne okno na pobliskie wulkany. Lanzarote wyspa Cesara Manrique – dawny dom Następny przystanek był niedaleko stolicy. W centrum Cesara…
Park Narodowy Timanfaya na Lanzarote
Marcin, kiedy się tu znaleźliśmy stwierdził, że już wie, jak wygląda piekło. Na szczęście nie można teraz tego sprawdzić. Ale po kolei: do Parku pojechaliśmy rano wynajętym samochodem. (jak ktoś nie lubi prowadzić, może wykupić bilet na wycieczkę, dojazd komunikacją publiczną nie jest możliwy). Park Narodowy Timanfaya – informacje praktyczne Park Narodowy Timanfaya jest czynny od godziny 10, my byliśmy na miejscu parę minut później. Okazało się, że był to dobry pomysł, bo jak wyjeżdżaliśmy koło 12 stała olbrzymia kolejka chętnych, aby wjechać do środka. Przy bramie wstępu kupuje się bilet (9 euro od osoby), a potem na wyznaczonym miejscu trzeba zostawić samochód. Te 9 euro od osoby to chyba…
Arrecife, czyli początki zwiedzania Lanzarote
Po co leci się na Wyspy Kanaryjskie ? Ano podobno po to, by odpocząć, cieszyć się słońcem, ciepłą wodą w oceanie i słońcem. Nie żebym się nie zgadzał, ale przecież zawsze warto zobaczyć coś więcej. Z taką też myślą ruszyliśmy na pierwszą, rozpoznawczą wycieczkę po wyspie. Z Puerto del Carmen do stolicy Arrecife jest przysłowiowy rzut beretem. Chyba beret jest przysłowiowy, bo trudno mi wyobrazić sobie, by ktoś przy takiej jak tu panuje pogoda nosił to nakrycie głowy. Wybraliśmy się autobusem i to być może nie był błąd, ale podróż rozpoczęliśmy na chyba dość niefortunnym przystanku i zanim dojechaliśmy do stolicy upłynęło z 50 minut. W zamian obejrzeliśmy dokładnie dalsze…
Lanzarote – Puerto del Carmen miejsce pełne uroku
Długo nie mogliśmy się zdecydować, jaki wybrać nocleg. Marcin chciał, aby było to nad samym brzegiem oceanu, no i dopiął swego. Mieszkamy w Puerto del Carmen w uroczym bungalowie tuż nad oceanem. Usypia nas i budzi szum fal. Tak naprawdę nasz taras dzieli od oceanu tylko 5 metrów. Marcina pomysł był naprawdę świetny. Puerto del Carmen – jaka to miejscowość? Sama miejscowość jest śmieszna, bo taka mało hiszpańska. Są lokale gastronomiczne, głównie angielskie. Zdarzają się też włoskie, meksykańskie i inne. Mieszkańcy Wysp Brytyjskich bardzo przywiązani są do swoich tradycji kulinarnych, czasami nieco może kontrowersyjnych i oczywiście do sportu, a może raczej do kibicowania. No więc, jeśli ktoś uwielbia zjeść fasolkę…
Zwiedzanie Madrytu Retiro, Rastro, Lavapies
Opisując Madryt skupiamy się na najwspanialszych miejscach, zabytkach, świetnych knajpach. Ale to przecież nie jest cała prawda o tym mieście. Dziś nieco przewrotnie – napiszę o miejscach polecanych w przewodnikach jako ciekawe i klimatyczne. Zwiedzanie Madrytu Retiro, Rastro, Lavapies – czy takie są w rzeczywistości ? Zwiedzaniu „klimatycznemu” poświeciliśmy połowę soboty i niedzielę. Sobotnie słońce i ciepło listopadowego Madrytu zaciągnęło nas do Parku Retiro. Zwiedzanie Madrytu Retiro, Rastro, Lavapies Tak, to miejsce bywa polecane jako jedna z tych „nietypowych’ atrakcji. Park Retiro to swoisty fenomen. Mieści się w centrum miasta i zajmuje powierzchnię bagatela – 118 hektarów. Gdyby porównać go z krakowskimi Błoniami (w sumie gigantyczną łąką w sercu miasta),…
Madryt miasto szalone
A my zanurzamy się w tym szaleństwie. Chodzimy po ulicach wraz z tłumami, jemy w knajpkach również w sporym towarzystwie, zwiedzamy muzea, a jakże wraz z innymi, byliśmy na koncercie w tłumie innych. Tak to już jest w Madrycie. Jedyna pora, kiedy na ulicach nie ma tłumów to ranek, rozumiany tak do 11 godziny, a później… każdy porządny Hiszpan wychodzi z domu i kręci się po mieście. I porwał nas Madryt miasto szalone. Madryt miasto szalone – Pałac Królewski Dużo zwiedzamy. Odwiedziliśmy Pałac Królewski i na słowo musicie uwierzyć, że warto. Na słowo, bo oczywiście nie można było robić zdjęć, ale sala tronowa w tonacji czerwono-złoto-czarnej z weneckimi lustrami i…
W Madrycie szlakiem ulubionych barów
Znów jesteśmy w Madrycie. Nie wiem czy to nasza ósma czy dziesiąta wizyta. Trochę już poznaliśmy to miasto. Czujemy się tu jak u siebie. Tak, tak to nie przesada. Mamy swoje ulubione miejsca, wiemy co dobrego można zjeść w poszczególnych barach i restauracjach, spotykamy tych samych barmanów. Oczywiście Madryt to nie tylko impreza, zawsze wiele oglądamy i zwiedzamy, a i na ten pobyt program jest napięty. Ale dzisiaj po przylocie już nie było czasu na zwiedzanie muzeów i zabytków. Postanowiliśmy więc odwiedzić znane i nieznane przybytki gastronomiczne. W Madrycie szlakiem ulubionych barów – El Diarrio Pierwszy na tej drodze był lokal El Diarrio. Odwiedzamy ten bezpretensjonalny lokal w Dzielnicy Literatów…






































