fbpx
Molo w Orłowie
Blog,  Polska,  Pomorskie

Gdynia dobre miejsce na wycieczkę i do życia

Gdynia tak się nam spodobała, że na serio zastanawialiśmy się, czy tu nie zamieszkać. Nasze dobre wrażenia potwierdził kierowca Ubera, który powiedział, że miasto znalazło się na 3 miejscu najlepszych do mieszkania miast na świecie do 300 tys. mieszkańców. Po wyjściu z pociągu (bo bardzo wygodnie przyjechaliśmy tu pociągiem), odetchnęliśmy wreszcie pełną piersią, wciągając w płuca naprawdę czyste powietrze.

Gdynia. Plaża
Plaża

Gdynia – Muzeum Emigracji

Następnego dnia po pysznym śniadaniu w lokalu o wdzięcznej nazwie „Chwila Moment”. Poszliśmy do Muzeum Emigracji, które mieści się w porcie. W muzeum spędziliśmy dużo czasu, bo ekspozycja nam się bardzo podobała, dodatkowo wypożyczyliśmy przewodnik audio, a to zawsze oznacza dokładniejsze zwiedzanie.

Muzeum mieści się w zabytkowym budynku dawnego  Dworca Morskiego. W dwudziestoleciu międzywojennym był to jeden z najbardziej reprezentacyjnych budynków w mieście. Dworzec oddano do użytku w 1933 roku i był wtedy jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów w Europie. To właśnie stąd przed II wojną światową tysiące ludzi udało się na emigrację.

My obejrzeliśmy szczegóły architektoniczne, zachwycił nas świetlik na górze. Na piętrze wyjrzeliśmy ze specjalnego tarasu, aby zobaczyć zacumowany w porcie statek.

Wystawa stała opowiada o wszystkich okresach polskiej emigracji. Mamy specjalną salę poświęconą Wielkiej Emigracji, tej po powstaniu listopadowym. Prześledziliśmy z dużym zainteresowaniem drogę do Stanów Zjednoczonych chłopskiej rodziny z Galicji.  Na końcu znajdowała się sala poświęcona czasom współczesnym, a niej wystawa poświęcona powrotom z emigracji, a także wypowiedzi tych mieszkańców świata, którzy zamieszkali w Polsce.

Wszystkie eksponaty i historie o ludziach w sposób bardzo wyważony przedstawiały przy okazji historię Polski i jej mieszkańców.

Ponieważ uczymy się zwalniać, po zwiedzaniu wypiliśmy w kawiarni herbatę, a w księgarni obejrzeliśmy książki.

Budynek Muzeum Emigracji
Budynek Muzeum Emigracji
Gdynia. Muzeum Emigracji. Wspaniały hol
Muzeum Emigracji. Wspaniały hol
Widok z tarasu muzeum
Widok z tarasu muzeum
Grynia. Muzeum Emigracji wystawa
Wystawa
Walizki
Walizki, czyli coś dla nas

Gdynia – Orłowo

Udaliśmy się do Orłowa, aby zjeść świeżą rybę na obiad i pochodzić po plaży. Okazało się, że podróż Uberem będzie kosztowała 8 zł, więc nawet się nie zastanawialiśmy, tylko ruszyliśmy. Marcina głód dopadł straszliwy, więc najpierw odwiedziliśmy „Tawernę Orłowską”. Tu spędziliśmy najbliższą godzinę, racząc się moją ulubioną rybą, czyli turbotem. Wcześniej zjadłam flaki z kalmara, a Marcin zupę rybną, wszystko było pyszne i w dodatku z widokiem na morze.

Ponieważ zjedliśmy większe co nieco, trzeba było jakoś spalić te kalorie. Mieliśmy też ze sobą statyw, więc wypadałoby zrobić jakieś zdjęcia, Zaczęliśmy od postoju na małym, ale całkiem przyjemnym molo, a potem ruszyliśmy w stronę klifu, po drodze zatrzymując się na morskie sesje zdjęciowe. Doszliśmy do klifu i okazało się, że niektórzy idą dalej. Poszliśmy i my i dało się przejść.

Nad nami wznosiła się góra piachu, na szczycie której rosły drzewa, morze było wyjątkowo spokojne, temperatura niespecjalnie niska. Chcieliśmy tak dojść aż do samej Gdyni, ale na horyzoncie zobaczyliśmy kolejny klif, a robiło się ciemno. Nie chcieliśmy ryzykować wędrówki przy świetle gwiazd, więc wyszliśmy z plaży, kierując się przez wielki, ponury park ku miastu. Okazało się, że wylądowaliśmy w Redłowie, skąd również uberem pojechaliśmy odpocząć w hotelu.

Wieczór spędziliśmy w restauracji „Krew i woda”, gdzie zjedliśmy pyszną, choć niezbyt tanią kolację. Aby dobrze spać, wybraliśmy się jeszcze na spacer nad morze. Usiedliśmy w pubie i obserwowaliśmy deptak i morze.

Molo w Orłowie
Molo w Orłowie
Gdynia Orłowo. Klif
Klif
Widok morza zawsze jest miły
Widok morza zawsze jest miły
Gdynia Orłowo. Wędkarz w wodzie
Niektórzy nawet ryby łowili
Klif coraz bliżej
Klif coraz bliżej
Gdynia Orłowo. Klif
Klif
Gdynia Orłowo. Po drugiej stronie klifu
Po drugiej stronie klifu
Wieczór nad morzem
Wieczór nad morzem

Gdynia – akwarium

Następnego dnia rano poszliśmy zobaczyć akwarium. Miała to być największa atrakcja miasta. Mimo wczesnej godziny było w nim dość dużo osób. Największą radość miały małe dzieci. Nam nie za bardzo się w akwarium podobało. Jesteśmy rozpuszczeni, bo widzieliśmy akwarium w Lizbonie i w Walencji. Jeszcze na dodatek obsługa nie zachwycała serdecznością. Ciekawa była makieta Bałtyku i informacje o nim, choć podane w bardzo już stary sposób. Kolorowe rybki zawsze budzą uśmiech, więc nie było zupełnie źle.

Gdynia. Piranie w akwarium
Piranie w akwarium

Gdynia – Dar Pomorza i ORP Błyskawica

Przy nabrzeżu zerknęliśmy na Dar Pomorza. Statek przypłynął do Gdyni w 1929 i rok później został przekazany Państwowej Szkole Morskiej. W ciągu 51 lat służby odbył 102 rejsy szkolne. 4 sierpnia 1982 roku zakończył służbę i trafił do muzeum. Statek można zwiedzać, ale my nie tego nie uczyniliśmy.

Zaraz obok był zacumowany ORP „Błyskawica”. Okręt uczestniczył w II wojnie światowej, działał na Morzu Północnym i na Atlantyku, w kampanii norweskiej i w ewakuacji wojsk sojuszniczych z Dunkierki, osłaniał lądowanie aliantów w Normandii. Do Polski wrócił w 1947 roku. Wycofano go ze służby po katastrofie (wybuchu rurociągów parowych), w której zginęło siedmiu marynarzy.

Okręt można zwiedzać w towarzystwie przewodnika, ale to też sobie odpuściliśmy. Wybraliśmy spacer.

Dar Pomorza
Dar Pomorza
Gdynia. ORP "Błyskawica"
ORP „Błyskawica”

Gdynia – spacer po plaży i promenadzie

Ruszyliśmy najpierw na plaże, nie jest ona w Gdyni zbyt duża. A później wraz z mieszkańcami miasta poszliśmy w kierunku Orłowa. Widać było, że ludzie korzystają z położenia swojego miasta i w niedzielę cieszą się spacerami nad morzem.

Przyglądaliśmy się też morsom. Jednego z nich chciał pogonić zły łabędź. Było to zabawne. Jedynie brakowało przebieralni, aby kąpiący się w morzu mogli spokojnie się ubrać i wytrzeć po tym ekstremalnym zanurzeniu w morskiej, lodowatej wodzie. Boję się, że ja po takim eksperymencie bym nie wyszła od lekarzy przez kolejne pół roku. Ale może się mylę.

Przy końcu deptaku morsom przygrywała muzyka i kąpali się już w większej grupie. Od samego patrzenia zrobiło nam się zimno, wstąpiliśmy więc do restauracji „Barakuda”, aby się rozgrzać. Po małym lunchu poszliśmy ku centrum, bo teraz naszym celem było Muzeum Miasta Gdyni.

Gdynia. Bulwar nad morzem
Bulwar nad morzem
Morsy
Morsy

Gdynia – Muzeum Miasta Gdynia

Nie zawiedliśmy się, spędziliśmy tu bardzo interesujące dwie godziny. Najpierw oglądaliśmy wystawę czasową…, a potem poszliśmy zwiedzać wystawę stałą razem z przewodniczką. Ale po kolei.

Wystawa czasowa pokazywała początki miasta. W jakiś sposób była podobna do oglądanej przez nas wystawy „Gdynia – Tel Awiw” w Muzeum Polin. Z dużym zainteresowaniem przyglądałam się poszczególnym fotografiom, bo uwielbiam oglądać, jak kiedyś wyglądały dane miejsca. Jest to dla mnie zajęcie prawdziwie magiczne.

Wystawa stała prezentowana przez bardzo kompetentną panią przewodniczkę prezentuje miasto w sposób nowoczesny, czy pokazuje historię przez opowieści o ludziach. Pokazywane przedmioty i zdjęcia stanowią tło dla opowieści. Ja lubię taki sposób przedstawiania przeszłości, więc opowieści o Gdyni i jej mieszkańcach słuchałam z dużym zainteresowaniem.

Muzeum Miasta Gdyni. Wystawa starych fotografii
Muzeum Miasta Gdyni. Wystawa starych fotografii
Gdynia. Muzeum Miasta Gdyni. Wystawa stała
Wystawa stała

Gdynia – czas przed odjazdem pociągu

Po obejrzeniu muzeum postanowiliśmy zjeść obiad przed podróżą. Udaliśmy się do zawsze pełnej restauracji „Del Mar” i zamówiliśmy pysznego sandacza. Potem posiedzieliśmy jeszcze trochę, wypiliśmy gdzieś po drodze herbatę, zabraliśmy walizki z hotelu „Gdynia Boutique”. I ruszyliśmy na dworzec. Podróż pendolino była naprawdę wygodna.



Booking.com

Małgorzata Bochenek - Pisywałam teksty o turystyce do największych polskich gazet, robiłam zdjęcia. W 2003 roku napisałam przewodnik po Mazowszu i do dziś ten przewodnik funkcjonuje w obiegu. W życiu zawodowym odbyłam stypendia i staże między innymi w Stanach Zjednoczonych. Byłam dziennikarką, scenarzystą, dyrektorem w PAIZ, analitykiem politycznym i wreszcie ministrem w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W trakcie podróży prywatnych i służbowych miałam okazję uczestniczyć w obiadach z najważniejszymi światowymi politykami , ale i tuż po wojnie w byłej Jugosławii spać w zagrzebskim hotelu zajętym częściowo przez ludzi wypędzonych z Bośni.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *