Blog,  Hiszpania,  Wyspy Kanaryjskie

Park Narodowy Timanfaya na Lanzarote

Marcin, kiedy się tu znaleźliśmy stwierdził, że już wie, jak wygląda piekło. Na szczęście nie można teraz tego sprawdzić. Ale po kolei: do Parku pojechaliśmy rano wynajętym samochodem. (jak ktoś nie lubi prowadzić, może wykupić bilet na wycieczkę, dojazd komunikacją publiczną nie jest możliwy).

Park Narodowy Timanfaya – informacje praktyczne

Park Narodowy Timanfaya jest czynny od godziny 10, my byliśmy na miejscu parę minut później. Okazało się, że był to dobry pomysł, bo jak wyjeżdżaliśmy koło 12 stała olbrzymia kolejka chętnych, aby wjechać do środka. Przy bramie wstępu kupuje się bilet (9 euro od osoby), a potem na wyznaczonym miejscu trzeba zostawić samochód. Te 9 euro od osoby to chyba jedne z lepiej wydanych pieniędzy na Lanzarocie. Nie przewidzieliśmy jednego – temperatura była tu znacznie niższa niż w rejonach nadmorskich, w związku z tym w krótkich spodenkach było nam trochę zimno.

Lanzarote Park Narodowy Timanfaya
Księżycowy krajobraz

Ale co tam… Pocieszające mogło być i to, ze podobną niefrasobliwością jeśli chodzi o stroje wykazuje się większość zwiedzających.

Park Narodowy Timanfaya – zwiedzanie

Wsiedliśmy do autobusu, bo po Parku odbywają się 40-minutowe wycieczki. Włączona jest kaseta po hiszpańsku, niemiecku i po angielsku, prezentująca historię Parku od czasu wybuchów wulkanów.

Lanzarote Park Narodowy Timanfaya
Zdjęcia z autobusu

W latach 1730-36 miały miejsce liczne erupcje. Wrażenie robią opisy ludzi, którzy byli świadkami tych strasznych wydarzeń. Taki to paradoks, że katastrofa i tragedia sprzed prawie 300 lat dziś zaowocowała atrakcją turystyczną. Trasa wycieczki wiedzie pośród wulkanicznych stożków. Kierowca zatrzymuje się w najbardziej interesujących miejscach, aby można było robić zdjęcia (przez szybę, co niestety widać na niektórych fotografiach). Najbardziej niesamowity jest fakt, że jest tu bardzo mało roślin i nie ma zwierząt. Podobno dlatego, że różnica temperatury między dniem i nocą wynosi ponad 20 stopni.

Lanzarote Park Narodowy Timanfaya
Zastygła lawa

Faktycznie krajobraz jest tu nieziemski, niespotykany. I jeśli będziecie mieli mało czasu na Lanzarote, to jest na pewno to miejsce, którego nie możecie pominąć. Oglądaliśmy miejsce, w którym lawa spływała swoistym korytarzem, wszystko to widoczne, nawet po tylu latach.

Lanzarote Park Narodowy Timanfaya
Wspaniałe kolory

W czasie wycieczki Marcin był zafascynowany, bo jeszcze czegoś takiego nie widział. Ja miałam okazję widzieć obraz po wybuchu wulkanu. W Stanach Zjednoczonych byłam na wulkanie św. Heleny 10 lat po wybuchu. I muszę stwierdzić, że w Stanach przyroda znacznie lepiej się odbudowywała. Tu prawie 300 lat po wybuchu jest ciągle pusto. To niesamowite.

Lanzarote Park Narodowy Timanfaya
Wszędzie pustka

Park Narodowy Timanfaya – po wycieczce

Po powrocie z wycieczki obejrzeliśmy jeszcze dwa pokazy przygotowane przez przewodników. Podczas pierwszego zobaczyliśmy, jak woda wlewana do rury po krótkim czasie powoduje wybuch pary. Świadczy to, że temperatura wewnątrz jest stale wysoka.

Lanzarote Park Narodowy Timanfaya
Para wydobywa się ze środka

Potwierdził to drugi pokaz, przewodnik do dołu włożył specjalną trawę, która po chwili już płonęła.

Lanzarote Park Narodowy Timanfaya
Tak jest gorąco, że sucha trawa sama się pali

W tym miejscu znajduje się też restauracja zaprojektowana przez Cesara Marinque, a w niej ruszty, nad wulkanem, na których układano kurczaki na obiad.

Lanzarote Park Narodowy Timanfaya
Grill

My na obiad nie zostaliśmy, ale wizyta w Parku Narodowym Timanfaya pozostawiła niesamowite wrażenie. Teraz trochę żałujemy, że nie zatrzymaliśmy się w centrum naukowym, w którym podobno można zobaczyć symulację wybuchu wulkanu. Ale cóż… wszystkiego w życiu i tak nie da się zobaczyć. I takich sytuacjach pocieszamy się stwierdzeniem, że będzie powód, aby jeszcze raz udać się na Lanzarote.   Oczywiście o jednym zapomniałam. Jak wszędzie w takich miejscach funkcjonuje i tu sklep z pamiątkami, pocztówkami i wieloma innymi rzeczami. Tu jednak na uwagę zasługują przedmioty wykonane z zastygłej lawy i pamiątki nawiązujące do nieco diabelskiego symbolu parku zaprojektowanego przez Cesara Marinque.

Jeśli lubicie Hiszpanię, zerknijcie tu.

Chcecie na bieżąco śledzić nasze podróże, obserwujcie nas na Facebooku i Instagramie.

Zainspirujcie się do odwiedzenia ciekawych miejsc w Polsce, kupując nasz ebook, szczegóły na jego temat znajdziecie w tym wpisie, a klikając w zdjęcie, przeniesiecie się do naszego sklepu.

Poniższy link jest afiliacyjny, będzie nam miło, jeśli z niego skorzystacie.



Booking.com

Od wielu lat zwiedzam i wędruję po Polsce i świecie. Zawsze na własną rękę i na własny rachunek. Polska znajdowała i znajduje szczególne miejsce w moich podróżniczych planach. Mam także wielki sentyment do Hiszpanii, po prostu lubię ten kraj z jego wspaniała kulturą, zabytkami i krajobrazami. Odkąd pamiętam lubiłam poznawać nowe miejsca, zaglądać w tajemnicze zakamarki, podróżować. Ta pasja towarzyszyła mi także w życiu zawodowym, a zdarzyło się w nim wiele. Pisałam o polityce międzynarodowej, ale także o zwiedzaniu Polski i Europy. Dalekie podróże związane z pracą, wizyty w niezwykłych miejscach, takich jak Downing Street 10 czy Pałac Elizejski tylko rozbudziły mój i tak wielki apetyt na poznawanie świata. Po drodze udało mi się napisać przewodnik po Mazowszu, bo Polska zawsze była dla mnie fascynującym miejscem do odkrywania. Od 8 lat prowadzę stronę Podróżniczego Domu Kultury. Piszę, fotografuję i opowiadam w mediach społecznościowych. Pokazuję i opisuję tylko to, co sama widziałam. Patrzę na świat optymistycznie, ale i krytycznie. Nie potrafię żyć bez podróży.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.Akceptuję Prywatność i polityka cookies