Blog
Znajdziecie tu wpisy o naszych podróżach, tych bliskich, i tych dalekich. Są osobiste refleksje i oceny. Przedstawiamy nasz własny sposób podróżowania, czyli zwiedzamy zarówno najważniejsze zabytki, jak włóczymy się po tajemniczych zakątkach. Nie omijamy szerokim łukiem muzeów. Mam nadzieję, że spodoba wam się nasz sposób podróżowania i widzenia świata.
Blog - podróżowanie dla przyjemności
Podróżować zaczęliśmy zanim powstał nasz blog. Od lat przemierzamy obce miejsca i uczymy się nowych rzeczy, poznajemy obyczaje i smakujemy potraw. Uważamy, że podróż musimy być przyjemna, dlatego unikamy wyjazdów, polegających na zaliczaniu poszczególnych atrakcji.Blog - samodzielne podróżowanie
Nasza podróż zaczyna się przed wyjazdem, kiedy planujemy trasę, szukamy noclegów, sprawdzamy połączenia komunikacyjne i szukamy najlepszych lokali gastronomicznych. Nie korzystamy z biur podróży, bo lubimy być samodzielni i wolni. To jest nasz wybór, ale jeśli komuś lepiej podróżować z biurem podróży, nie wykrzywiamy się. Każdy sam powinien decydować, jaki sposób spędzania czasu sobie ceni.Najczęściej jeździmy z walizką, ale w Gruzji byliśmy z plecakami. Śpimy w hotelach i mieszkaniach, zdarzyło się schronisko i może jeszcze kiedyś prześpimy się w namiocie.Zwiedzanie Cartageny – było warto
Mieliśmy zamiar potaplać się dziś w błocie, ale trochę się zachmurzyło, więc postanowiliśmy jechać do Cartageny. Sama jazda autobusem była pewnym wyzwaniem, któremu sprostaliśmy, czego nie można powiedzieć o Brytyjczykach czekających wraz z nami na autobus. Oni mieli dość po 20 minutach spóźnienia, my poczekaliśmy jeszcze pięć minut i do Cartageny przyjechaliśmy tylko nieznacznie spóźnieni. Cóż, kierowca zaprezentował, że autobus może jechać naprawdę szybko. Okazało się, że zwiedzanie Cartageny to całkiem przyjemne zajęcie. Zwiedzanie Cartageny – trochę historii Nam się tu bardzo podobało, ale jest to dziwne miejsce, w trakcie zmian, więc może nie wszystkim przypadłoby do gustu. Mieszkali tu Kartagińczycy, Rzymianie, Arabowie i wreszcie Hiszpanie. W mieście trwają właśnie wielkie…
Hiszpania: z Madrytu do Murcji, kolejna podróż do Hiszpanii
Znów jesteśmy w Hiszpanii i muszę Wam powiedzieć, że czuję się tu świetnie. Wczoraj wczesnym popołudniem dotarliśmy do Madrytu, po szybkim zameldowaniu się w hotelu, ruszyliśmy „w miasto”. Najpierw musieliśmy kupić bilety na podróż do Murcji. Podjechaliśmy metrem na dworzec Atocha. Hiszpania: z Madrytu do Murcji – na dworcu Atocha Tu jest kasa biletowa, w której przeważnie jest kolejka, tak było i tym razem. Zaopatrzyliśmy się w numerek i czekaliśmy. Zabawne było, że rodowici Hiszpanie zwracali się do nas po porady, pytając, gdzie znajduje się maszyna z numerkami, itp. Ponieważ czas oczekiwania wydawał się długi, usiadłam na ławeczce i od razu miałam możliwość sprawdzenia mojego hiszpańskiego. Pan, który właśnie przyleciał…
Zwiedzanie Monachium muzea i coś jeszcze
Wróciliśmy wczoraj wieczorem i podstawa refleksja, jaka nam się nasunęła, to że cztery dni to stanowczo za mało na zwiedzanie Monachium. Podzielę się więc z wami garścią refleksji. Udało nam się obejrzeć centrum, widzieliśmy trzy Pinakoteki, zajrzeliśmy do parku angielskiego, zwiedziliśmy pałac Wittelsbachów oraz zobaczyliśmy Muzeum Bawarii. Oczywiście włóczyliśmy się po mieście, spożywaliśmy piwo w licznym towarzystwie, odwiedziliśmy znaną piwiarnię Augustiner. Monachium to miasto bardzo żywe i bogate. Piwo jest trunkiem powszechnym i wszędzie dostępnym. Monachium to także miasto katolickie. W kościołach o każdej porze można spotkać modlących się, wszyscy witają się, mówiąc: szczęść Boże, a w niedzielę wszystkie sklepy były zamknięte, łącznie z tymi z pamiątkami. Monachium jest miastem tradycyjnym,…
Piwo w Monachium było jest i prawdopodobnie będzie
Już przed wyjazdem do Monachium nastawiliśmy się na kosztowanie bawarskiego piwa. Wiadomo, piwo w Monachium, Oktoberfest i tym podobne. Zastanawialiśmy się jednak czy ten piwny wizerunek miasta nie jest jedynie reklamą, a rzeczywistość jest trochę inna. Jesteśmy tu już dwa dni i możemy powiedzieć, ze piwo odgrywa jednak znaczącą rolę w życiu stolicy Bawarii. Nie żeby tak od rana wszyscy pili i tym podobne klimaty, ale od południa bez przerwy natrafia się na lokale w których złocisty (a czasem innej barwy) trunek ludzie popijają. Podstawową miara piwa jest 0,5 litra, a nie jak w innych miejscach znacznie mniejsza szklanka, choćby w Hiszpanii. Spokojnie jednak można znaleźć lokale serwujące piwo w…
Villa Japonica – świetne miejsce na nocleg
W trakcie wyjazdów szukamy zawsze ciekawych miejsc na nocleg. To wcale nie jest takie proste, ale przy pewnej dozie wytrwałości i szczęścia często się udaje. Tak było i w ostatni weekend. Postanowiliśmy odwiedzić Wisłę miasteczko w ostatnich latach znane głównie jako rodzinna miejscowość Adama Małysza. Z całym szacunkiem dla Pana Adama, ale to jednak nie był nasz powód wyjazdu do Wisły. Zapragnęliśmy po prostu pojechać w góry, takie może nie najwyższe, ale oferujące wspaniałe widoki i na dodatek położone u źródeł naszej narodowej rzeki (chyba tak można napisać o Wiśle ?). Ten tekst jest taki trochę nie w polskim stylu. Nie narzekamy, nie martwimy się, nie cierpimy, chwalimy. Chwalimy szczerze…
Na Baranią Górę szlakiem niebieskim
Nie śmiejcie się, wiemy, że to nie są Rysy, ale w góry wybraliśmy się po trzech latach przerwy spowodowanych kłopotami ze zdrowiem. Był więc drobny niepokój. Przed wyjazdem zostałam pocieszona przez mojego instruktora jogi: kiedy podzieliłam się z nim swoimi obawami, stwierdził, że w górach będzie dobrze. I było, nawet zaskakująco dobrze. Na trasę podwiózł nas uroczy gospodarz pensjonatu (o tym będzie osobno). Wystartowaliśmy na parkingu Wisła Czarne Fojtula i ruszyliśmy na Baranią Górę szlakiem niebieskim wzdłuż Białej Wisełki. Droga początkowo szeroka, pięła się spokojnie w górę, czasem pojawiały się progi na rzece i tworzyły się malownicze wodospady. Na Baranią Górę szlakiem niebieskim – podejście Po jakimś czasie szlak opuścił…
Wille Konstancina cz.3, spacer
Tym razem na spacer pod nazwą: Wille Konstancina cz.3 wyruszyłam z rogu ulic Jagiellońskiej i Żeromskiego, sprzed szkoły, obok siedziby ambasadora Rosji. Skręciłam w lewo i doszłam do końca ulicy. Stoi tam willa Pallas Athenae(Piasta 32). Willa jest pięknie odrestaurowana i można ją obejrzeć z ulicy (czego nie da się powiedzieć o wszystkich konstancińskich willach). W latach międzywojennych należała do łódzkiego producenta koronek Edmunda Eiserta. Po rozstaniu z mężem mieszkała tu żona Janina z Neumanów z córką Melanią. Wyprowadziły się po tragedii, jaka się tu rozegrała. Mąż Melanii zastrzelił swojego rywala. Z ulicy Piasta skręciłam w lewo w Piłsudskiego i powtórnie w lewo w ulicę Gąsiorowskiego (jeśli poszlibyśmy nią prosto,…
Zachęcam do Zachęty, czyli o wystawach w Warszawie
Bardzo lubimy odwiedzać Galerię Zachęta. Pokazywane tam wystawy są niekiedy znakomite, innym razem nieco gorsze, ale zawsze inspirują do myślenia. Tym razem Zachęta przygotowała wystawę twórczości Henryka Tomaszewskiego. Jak to zwykle bywa pretekstem jest tu jakaś rocznica. I rzeczywiście to 100 rocznica urodzin artysty. Zachęcam do Zachęty – wystawa Tomaszewskiego Ekspozycja ma tytuł „Byłem, czego i wam życzę” i stanowi przegląd, i to dość obszerny, artystycznych dokonań Tomaszewskiego. Oglądamy plakaty. Plakaty malowane czy jak ktoś woli tworzone między 1945 rokiem a latami 60 tymi i dzieła z późniejszego okresu. W tym przypadku określenie „dzieła” to nie tylko wygodny zamiennik bym w tekście nie powtarzał słów. Artystyczny kunszt pozwolił Tomaszewskiemu tworzyć…
Dawna huta w Chlewiskach
Na trasie Warszawa – Kraków zjechaliśmy w Szydłowcu, aby zobaczyć, jak wygląda dawna huta w Chlewiskach. Byliśmy tu jakieś 10 lat temu i wtedy nam się podobało. Chlewiska leżą za Szydłowcem. Dawna huta w Chlewiskach – zwiedzanie Teren tu pagórkowaty, z małymi zalewami, całkiem ładnie. Nasza huta nas zadziwiła, bo co prawda oprowadzający Pan Stanisław się nie zmienił, za to przybyło eksponatów. Widzieliśmy typowo hutnicze urządzenia z wielkim piecem na czele. Nasz przewodnik zagłębiał się w detale wyrobu surówki. Oglądaliśmy także ciekawe urządzenia pozwalające na dostarczanie surowca do wielkiego pieca. Ale chyba się zamyśliłam, bo nie potrafię wam ich powtórzyć. W każdym razie w hucie zachowało się dużo oryginalnego sprzętu, który…
W Tatrach tylko kilka godzin
Wyjazd do Zakopanego zaproponowałam podczas śniadania. Tu zaznaczę, iż śniadanie jedliśmy w Krakowie. Mieliśmy jechać do Wieliczki, ale zobaczyłam wspaniałe słońce i szkoda było zjeżdżać pod ziemię. W ciągu 10 minut siedzieliśmy w samochodzie i ruszyliśmy do Zakopanego, postanowiliśmy spędzić kilka godzin w Tatrach. Droga nie była jeszcze specjalnie zatłoczona. Po półtorej godziny byliśmy na miejscu, samochód zostawiliśmy na parkingu pod kolejką na Gubałówkę, a sami ruszyliśmy na szczyt, oczywiście po torach. Gdybyśmy dziś planowali taki wypad to wyjazd na Gubałówkę zostawilibyśmy na koniec, bo lepiej układałoby się światło do robienia zdjęć. W Tatrach – na Gubałówce Na szczycie pełna komercja: kapcie, chusty, skarpety, maskotki, ciupagi i jedzenie. Z estetycznego…





































