fbpx
Szlak Gugny-Barwik
Blog,  Podlaskie,  Polska

Szlak Gugny-Barwik w Biebrzańskim parku Narodowym

Tytuł jest trochę na wyrost, bo całego szlaku nie pokonaliśmy, czego się zresztą spodziewaliśmy już na początku wędrówki. Ale zacznijmy od początku. Po dniu spędzonym na oglądaniu ptaków, nabraliśmy ochoty na dalsze wędrówki. W „Zagrodzie Kuwasy” zjedliśmy jeszcze obiad, więc przedpołudnie spędziliśmy w okolicy.

Szlak Gugny-Barwik, bagna
Bagna

Spacer z leśniczówki Grzędy

Samochodem dojechaliśmy na parking przy leśniczówce i ruszyliśmy polną drogą na spacer w znane nam już miejsce. Musieliśmy skrócić naszą trasę, bo inaczej nie zdążylibyśmy na obiad. Doszliśmy jedynie do pierwszej ścieżki przyrodniczej Czerwone Bagno. Udaliśmy się na jej koniec drewnianych kładkach.

Co jakiś czas przystawaliśmy, aby podziwiać i fotografować przyrodę. W lesie było pusto, cieszyliśmy się ciszą i usiłowaliśmy rozpoznać przelatujące ptaki. Ale okazało się, że jedna wycieczka to zdecydowanie za mało. Musimy jeszcze poćwiczyć. Ale i tak zabawa była świetna.

Zrobiła się pora obiadowa, musieliśmy więc wracać do Zagrody Kuwasy.

Było jeszcze zielono
Na końcu ścieżki
Na końcu ścieżki

Szlak Gugny – Barwik początek wędrówki

Po opuszczeniu Zagrody udaliśmy się w drogę powrotną, mieliśmy jednak trochę czasu, postanowiliśmy więc zatrzymać się po drodze i udać na wędrówkę. Wracaliśmy Carską Drogą i właśnie tam poszukaliśmy szlaku. Kiedy znaleźliśmy tablicę informacyjną i mały parking, stwierdziliśmy, że właśnie znaleźliśmy odpowiednie miejsce.

Trochę zaniepokoiła nas kartka z informacją, że nie da się samodzielnie przejść całego szlaku, wymagane jest towarzystwo wykwalifikowanego przewodnika. Doszliśmy do wniosku, że najwyżej wrócimy.

Początkowo droga wiodła przez las i nic nie zapowiadało kłopotów. Minęliśmy parking leśny i poszliśmy dalej. Ale tu już było gorzej.

Szlak Gugny-Barwik rośliny
Takie rośliny odkryłam

Szlak Gugny-Barwik początek kłopotów

Pojawiły się kałuże, najpierw mniejsze, ale zaraz potem większe, takie, które zalewały całą ścieżkę. A my zamiast włożyć buty górskie, wybraliśmy się w adidasach. Kto nie ma w głowie, ten ma mokre nogi. Omijanie tych wielkich kałuż było całkiem zabawne. I tak doszliśmy do wieży widokowej.

Trzeba przyznać, że nie tylko z wieży, ale podczas całego spaceru widoki mieliśmy rewelacyjne. W pewnym momencie usłyszeliśmy łosia, nie widzieliśmy go, bo ukrył się w zaroślach.

Przy wieży nie zakończyliśmy naszego spaceru, poszliśmy dalej. Jak należy się domyślić, kałuże były coraz większe i głębsze, a nam już było wszystko jedno. Doszliśmy do rzeki o wdzięcznej nazwie Kosódka i tu zakończyliśmy naszą wędrówkę. Rozlewiska nie dało się już przejść. Od tego właśnie miejsca można było chodzić tylko w towarzystwie przewodnika.

Szlak Gugny-Barwik. W okolicy wieży widokowej
W okolicy wieży widokowej
Bagno i chmury
Bagno i chmury
Szlak Gugny-Barwik. Wielka kałuża
Tu musieliśmy zawrócić

Szlak Gugny-Barwik odwrót

Wracało się prościej, bo znaliśmy głębokość wody i mieliśmy opracowane przejście. Więcej czasy mogliśmy poświęcić na podziwianie przyrody i robienie zdjęć.

Szlak Gugny-Barwik, Żółte trawy
Trawy już lekko żółte
Niesamowite rośliny
Rośliny były niesamowite
Szlak Gugny-Barwik, wspaniałe chmury
Chmury postanowiły jeszcze uatrakcyjnić widok

Doszliśmy już w pobliże parkingu leśnego, kiedy Marcin ze spokojem stwierdził, że w lesie po drugiej stronie drogi jest krowa. Spojrzałam w tamtą stronę i od razu zauważyłam, że to nie krowa, tylko byk. Zwierzę było imponujących rozmiarów. Spojrzało w naszym kierunku i truchtem pobiegło w drugą stronę. Na całe szczęście, bo nie mielibyśmy żadnych szans w bezpośrednim starciu.

A potem czekał już nas tylko powrót do Warszawy i tkwienie w korku przy wjeździe do miasta.



Booking.com

Małgorzata Bochenek - Pisywałam teksty o turystyce do największych polskich gazet, robiłam zdjęcia. W 2003 roku napisałam przewodnik po Mazowszu i do dziś ten przewodnik funkcjonuje w obiegu. W życiu zawodowym odbyłam stypendia i staże między innymi w Stanach Zjednoczonych. Byłam dziennikarką, scenarzystą, dyrektorem w PAIZ, analitykiem politycznym i wreszcie ministrem w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W trakcie podróży prywatnych i służbowych miałam okazję uczestniczyć w obiadach z najważniejszymi światowymi politykami , ale i tuż po wojnie w byłej Jugosławii spać w zagrzebskim hotelu zajętym częściowo przez ludzi wypędzonych z Bośni.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *