Co u nas? Luty – podsumowanie podróżniczo-kulturalne

Czasami mam wrażenie, że życie coraz bardziej przyspiesza. Ledwo się miesiąc zaczyna, już się kończy i ciągle jest coś do zrobienia. Też tak macie? Luty przez to, że krótki, przemknął jeszcze szybciej niż inne miesiące. Zaczął się srogą zimą, skończył już prawie wiosną. A my – trochę jeździliśmy, byliśmy w teatrze, zwiedzaliśmy Warszawę, czytaliśmy, tylko do kina nie udało nam się wybrać.

Co u nas? Luty – wyjazdy

Dwa weekendy spędziliśmy poza domem. Pojechaliśmy do Krakowa, ale nawet do Rynku się nie wybraliśmy. Za to po drodze wstąpiliśmy do Jędrzejowa obejrzeć  opactwo cysterskie. Na miejscu znaleźliśmy kościół, od którego nie mogliśmy oderwać oczu. Na murach zachowały się graffiti sprzed wieku i właśnie to, że kościół nie był odnawiany, sprawiło, iż zachował takie surowe piękne.

Co u nas? Luty

Kościół w Jędrzejowie od frontu

Klasztor cystersów w Jędrzejowie

Opactwo benedyktyńskie w Tyńcu, które odwiedziliśmy następnego dnia, zaskoczyło nas szeroką ofertą dla wszystkich. Odbywają się tu rekolekcje, ale można też nauczyć się medytacji czy wziąć udział w warsztatach zielarskich. My wróciliśmy z torbą pełną benedyktyńskiego dobra i z jakimś takim spokojem, którego w tych czasach chyba wszyscy potrzebujemy.

Co u nas? Luty

Opactwo w Tyńcu, tu można odzyskać spokój

Zwiedzanie opactwa w Tyńcu

Ateny – kompletnie mnie zaskoczyły, mają swoistą siłę przyciągania. Są żywe, bardzo wschodnie, z bazarami na ulicach. No i te starożytne zabytki wszędzie, Akropol wznoszący się nad miastem, przepiękne rzeźby. Trzeba było je zobaczyć. Chyba też przyszedł czas na Grecję, bo te krajobrazy są bajkowe i chcę ich widzieć jeszcze więcej.

Co u nas? Luty

Na Akropolu

Nasze wrażenia z Aten

Zwiedzanie Aten

Bliżej domu spacerowaliśmy po Konstancinie, bo to jest przyjemne i jak tylko nie wyjeżdżamy dalej, to zawsze tu jesteśmy. Ostatnio dużo o Konstancinie czytałam i chodząc po parku wyobrażałam sobie modne, tętniące życiem letnisko z kolejką dojeżdżającą do Parku Zdrojowego i słynną restauracją Casino, której specjalnością były raki. Przeczytałam też, że nad rzeką było Casino-Plage z sześcioma ratownikami, kąpieliskiem z białym piaskiem, kioskiem z napojami, z leżakami i kajakami.

A w Warszawie wreszcie zwiedziliśmy Muzeum Pragi. Jeszcze o tym nie pisałam, bo usiłuję zebrać myśli.

Co u nas? Luty

Muzeum Pragi

Co u nas? Luty – książki

Jonas Hay – „Syn ogrodnika” to książka o dorastaniu w komunistycznych Węgrzech, ale polityki tu niewiele, oczywiście poza tym, że bohater marzy, aby przenieść się do Stanów Zjednoczonych, gdzie jest wolność i rock&roll. Warto przeczytać ją dla tego pozytywnego nastawienia do świata, dla wartkiej narracji i wspaniałych opisów. Zapamiętałam wizytę rodziny bohatera u krewnego w Peszcie i pełen komizmu opis bloku na środku skrzyżowania, z tramwajami i autobusami, z małymi pokojami.

Carol Tavris, Ellion Aronson „Błądzą wszyscy (ale ja nie)” Naprawdę bardzo ważna książka, z której wiele dowiedziałam się o konfliktach, a przede wszystkim o strategiach psychologicznych, jakie w życiu stosujemy i które nie zawsze wychodzą nam na dobre. Wszyscy jesteśmy omylni, ale bardzo trudno  nam się przyznać do popełnionych błędów, przez co tkwimy w nich o wiele za długo i usprawiedliwiamy je okolicznościami zewnętrznymi. Jest tu też o tym, jakie figle płata nam pamięć, a właściwie o tym, jak zniekształca nasze wspomnienia.

Z książki wynika, że bardzo trudno, nam ludziom, przyznać się do błędów. Ale powinniśmy się nauczyć analizować swoje zachowanie, a także swoje myśli, żeby wyłapywać fałsz już na wstępie i nie brnąć dalej. To książka warta przeczytania i zastanowienia się.

Anna Dziewit-Meller, Marcin Meller – „Gaumardżos. Opowieści z Gruzji” , wybieramy się w sierpniu do Gruzji, nawet już kupiliśmy bilety lotnicze i stąd ta lektura. Mam co do niej mieszane uczucia, bo z jednej strony zawierała ciekawe opisy, a z drugiej zabrakło jej, moim zdaniem, głównego spoiwa, zwłaszcza w końcowych rozdziałach. Czy jest prawdziwa, to ocenię dopiero po powrocie z Gruzji.

Niestety, tylko te książki udało mi się przeczytać. Właściwie nie tylko, bo pomijam tu wszystkie te, które czytam, aby pisać teksty.

Co u nas? Luty – co widzieliśmy

Jak już wspomniałam, nie udało nam się iść do kina, ale zobaczyliśmy naprawdę dobrą sztukę w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Mowa o „Kabarecie”. Twórcy wykazali się odwagą, bo przecież wiadomo było, że skojarzenie z filmem pojawi się natychmiast. Muszę jednak przyznać, iż z tej próby wyszli zwycięsko. Przedstawienie ma wspaniałe tempo, doskonałą oprawę muzyczną, z orkiestrą obecną na scenie. Pokazuje Berlin tuż przed dojściem Hitlera do władzy, kiedy sytuacja zagęszcza się. Warto zobaczyć.

Co u nas? Luty – znalezione w sieci

„Króliczek Doświadczalny” zamieścił tekst o słowniku emocji, bardzo ciekawym, bo zawierającym słowa, które nie mają odpowiedników w języku polskich. Świetnie pokazuje różnice międzykulturowe.

http://www.kroliczekdoswiadczalny.pl/2017/02/emocje-trudne-do-opisania.html

W blogu „Kołem się toczy” Karol napisał, jakie cechy Hindusów doprowadzały go do szału i które uwielbia. Myślę, że to ważny tekst dla każdego wybierającego się do Indii.

http://kolemsietoczy.pl/hindusi-jacy-sa-indie-ludzie-zwyczaje-kultura-ciekawostki/

A skoro poniosło mnie na wschód to jeszcze,  znaleziony na Tasteaway, opis tajskich wysp, które warto odwiedzić.

http://www.tasteaway.pl/2017/02/16/tajlandia-wyspy-ktora-wybrac/

Co u nas? Luty – coś dla ciała i ducha

Dieta Anny Lewandowskiej nie sprawia, że kilogramy spadają mi jak szalone. Ale czuję się świetnie i to jest główny powód, dla którego przygotowuję pięć urozmaiconych posiłków dziennie. Jedynie podczas wyjazdów odstępowałam od diety. Po pięciu dniach w Grecji przybył mi kilogram. Dietę mam wykupioną do końca kwietnia. Teraz testuję drugi etap, czyli całkowicie bezglutenowy. To jest taka trochę ironia, bo nie wierzyłam, że bezglutenowa dieta ma jakiekolwiek znaczenie. Niestety, w moim przypadku okazało się, że ma. Piszę niestety, bo uwielbiam wszelkiego rodzaju pierogi i naleśniki.

Dalej dzielnie trzy razy w tygodniu chodzę na zajęcia jogi. Moja szkoła http://jogart.pl/ zmieniła miejsce, teraz znajduje się na Narbutta. W nowym otoczeniu ćwiczę z jeszcze większą chęcią.

Co u nas? Luty

Nowa sala do ćwiczeń

To już wszystko na dziś. Jeszcze tylko propozycja dla tych, którzy prowadzą blogi: zamieście w komentarzach linki do tekstów, które chcielibyście zareklamować.

 

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *