fbpx
Torrenthorn
Blog,  Europa,  Szwajcaria

Leukerbad na Torrenthorn, droga na szczyt nie jest łatwa

O tym, że droga na szczyt nie jest łatwa, przekonałam się podczas wchodzenia na Torrenthorn (2998 metrów n.p.m.). Dałam radę, ale chyba bardziej zawdzięczam to swojej ambicji niż kondycji. Satysfakcja była jednak ogromna, a widok z góry obłędny. I właśnie dlatego od czasu do czasu decyduję się na takie męczące wycieczki.

Leukerbad na Torrenthorn. Widok ze szczytu
Widok ze szczytu

Leukerbad na Torrenthorn – początek wędrówki

O tym szczycie dowiedzieliśmy się podczas spaceru aklimatyzacyjnego. No i pozostał w naszych głowach. Po kilku dniach górskich wycieczek doszliśmy do wniosku, że nadszedł czas, aby podjąć tą najbardziej wymagającą próbę.

Kolejką z Leukerbard wjechaliśmy na Torrent i drogowskaz skierował nas na szlak. Droga wiodła cały czas pod górę. Przed nami szedł mężczyzna z dwójką dzieci w wieku około dwunastu lat. Minęliśmy krowy z wielkimi dzwonkami. Zastanawia mnie, czy od ciągłego dźwięku nie dostają one świra. Ja bym dostała.

Mężczyzna z dziećmi zaczął się wspinać pod górę, ale ja nie zauważyłam znaków szlaku, więc stwierdziłam, że pójdziemy w drugą stronę ku nieczynnemu schronisku. Zastaliśmy tu tylko owce szukające cienia. Marcin stwierdził, że to niemożliwe, aby trasa wiodła właśnie tędy. Cóż było robić? Wróciliśmy do podejścia na grań. Było tam widać sporo osób, więc stwierdziliśmy, że to jest właściwa droga na szczyt.

Leukerbad na Torrenthorn – ciągle pod górę

Do dziś nie wiem, jak prowadził właściwy szlak. Może to i dobrze, bo później dowiedzieliśmy się, że znajduje się tam ostrzeżenie przed przepaściami. Ale my nic o tym nie wiedzieliśmy i maszerowaliśmy pod górę. Dla mnie ta wycieczka właściwie od czasu wejścia na grań była bardzo męcząca. Nie wiem, czy to z powodu wysokości, czy braku kondycji. A może z jednego i drugiego powodu.

Problem z tą drogą polegał na tym, że wiodła konsekwentnie pod górę. Podejście było coraz bardziej strome i nie można było odpocząć na płaskim odcinku, bo takich po prostu nie było. Najtrudniejsza, bo najbardziej stroma, była wędrówka po skale. Tu też spotkaliśmy stado zwierząt. Były to chyba koziorożce, jeśli się mylę, dajcie znać. Rozłożyły się na ścieżce i trzeba je było obchodzić. Na szczęście nie goniły za nami, tylko spokojnie sobie leżały. Byłam już wtedy tak zmęczona, że nawet się ich nie bałam, jedynie złościło mnie, iż musiałam iść okrężną trasą

Po drodze
Po drodze
Leukerbad na Torrenthorn. Wokół wszędzie skały
Wszędzie skały
Najtrudniejszy odcinek
To był najtrudniejszy odcinek. Wygląda płasko, ale płaski nie był
Leukerbad na Torrenthorn Ścieżka pod górę
Teraz widać wyraźnie ścieżkę, po której szliśmy
Spotkanie na szlaku

Leukerbad na Torrenthorn – szczyt

Po minięciu zwierząt, włożyliśmy cieplejsze ubrania, bo chłodne powiewy dawały nam się we znaki. Wypiliśmy też nasze energetyczne koktajle, zrobiliśmy kilka zdjęć i ruszyliśmy do końcowego ataku. O dziwo, ten ostatni odcinek nie był tak męczący, jak poprzedni. Z wieloma przystankami jakoś wdrapałam się na Torrenthorn.

Na szczycie odpoczywało sporo osób, w tym mężczyzna z dziećmi, którego spotkaliśmy na początku trasy. Pogoda była wspaniała, więc widok mieliśmy na całe Alpy i to 360 stopni. Szczyt jest dość rozległy, więc nie było potrzeby, aby podchodzić do krawędzi. Tylko podczas robienia zdjęć przy krzyżu zrobiło nam się trochę niewyraźnie, bo przepaście znajdowały się blisko.

Na szczycie tętno nie chciało mi się zmierzyć, bo chyba serce biło mi dość nieregularnie. Ale satysfakcja, którą czułam zrekompensowała mi tę drobną niedogodność i cały trud wspinaczki. No, dałam radę!

Leukerbad na Torrenthorn. Blisko do szczytu
Blisko do szczytu
Na szczycie
Na szczycie
Leukerbad na Torrenthorn. Widok z góry
Widok z góry
Widok z góry z innej strony
Widok z góry z innej strony
nasze zdjęcie na szczycie przy krzyżu
Zdjęcie na szczycie przy krzyżu
Odpoczynek na szczycie
Odpoczynek na szczycie
Leukerbad na Torrenthorn. Alpy
Alpy

Zejście

Na szczycie pobyliśmy trochę, ale czekało nas zejście i musieliśmy się wyrobić do określonej godziny, aby zdążyć na ostatnią kolejkę. Spokojnie daliśmy radę. Droga w dół to była sama przyjemność, obciążająca jednak mocno kolana.

Po dojściu do stacji okazało się, że kolejka właśnie nam uciekła, następną mieliśmy za pół godziny. Wstąpiliśmy więc do restauracji, aby uraczyć się zimnym piwem. Smakowało wspaniale.

Zastanawialiśmy się, czy bardziej męczące było zeszłoroczne wejście z Leukerbad na Gemmi, czy wejście na Torrenthorn. Różnica poziomów była podobna, ale podczas tegorocznego wejścia musieliśmy wspiąć się znacznie wyżej, a to dało nam się trochę we znaki.



Booking.com

Małgorzata Bochenek - Pisywałam teksty o turystyce do największych polskich gazet, robiłam zdjęcia. W 2003 roku napisałam przewodnik po Mazowszu i do dziś ten przewodnik funkcjonuje w obiegu. W życiu zawodowym odbyłam stypendia i staże między innymi w Stanach Zjednoczonych. Byłam dziennikarką, scenarzystą, dyrektorem w PAIZ, analitykiem politycznym i wreszcie ministrem w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W trakcie podróży prywatnych i służbowych miałam okazję uczestniczyć w obiadach z najważniejszymi światowymi politykami , ale i tuż po wojnie w byłej Jugosławii spać w zagrzebskim hotelu zajętym częściowo przez ludzi wypędzonych z Bośni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *