Blog,  Europa,  Niemcy

Berlin oczami Marcina, co warto zobaczyć

W piątkowy wieczór trafiliśmy do Berlina. Podróż pociągiem z Warszawy trwa tylko nieco ponad 5 godzin, a więc to całkiem dobra propozycja na weekend. Byliśmy w tym mieście już 3 lata temu i obiecaliśmy sobie, że szybko wrócimy ponownie. No, ale to szybko zdarzyło się dopiero po 3 latach.

Berlin oczami Marcina – Mitte

W tym miejscu należałoby powiedzieć pewno tak : „nasz spacer rozpoczął się na Hauptbanhof”. Brzmiałoby dobrze, ale prawda jest taka, że po prostu na tym dworcu wysiedliśmy. Żeby dotrzeć do hotelu musieliśmy skorzystać z transportu publicznego. W Berlinie jest on rozbudowany, a tym razem padło na S- bahn czyli kolejkę. Po chwili dojechaliśmy do dworca Friedrichstrasse i już byliśmy w hotelu.

No i dopiero teraz zaczyna się spacer. Okolice Friedrichstrasse to Mitte czyli centralna część miasta. Niektórzy mówią, że dawny wschodni Berlin wygląda lepiej niż zachodni. Bezsprzecznie wiele tu wybudowano i wyremontowano w latach po upadku muru, ale jak to jest naprawdę każdy musi ocenić sam. Bo z jednej strony są wspaniale wyremontowane rejony wschodnie, ale jest też Alxanderplatz z wieża telewizyjną i ohydnymi blokami z czasów komunizmu. Wróćmy jednak do okolic Friedrichstrasse, nad Sprewę. Płynie sobie ta rzeka w sposób uporządkowany, a nad rzeką można trafić oczywiście do knajpy. No fakt, taki był początek spaceru.

Berlin oczami Marcina
Berlin w nocy

My trafiliśmy do Berliner Republic, lokalu gwarnego i zatłoczonego. Na jednym wielkim ekranie, a jakże, mecz Bundesligi, a nad drugim wykres zmieniających się cen piwa w tejże knajpie. Zabawne i charakterystyczne. Charakterystyczne, bo lokale w Berlinie lubią szukać pomysłu na siebie, czegoś oryginalnego, odróżniającego od reszty. Jak to w Niemczech generalnie bywa piwo jest zawsze dobre i dobrze podane. Są też kiełbaski, ale można zjeść coś bez mięsa. Biorąc pod uwagę późna porę chyba nie wstyd się przyznać, że spacer pierwszego wieczoru nie był zbyt długi.

Berlin oczami Marcina – mur

W następnym dniu poszło nam już znacznie lepiej. Co zobaczyliśmy ? Dwie galerie malarstwa z imponującymi kolekcjami i muzeum muru berlińskiego, ale zobaczyliśmy także miasto i o tym będzie mowa. W Berlinie jest naprawdę dużo zieleni, a na obrzeżach królują jeziora. W mieście obecna jest historia i ta dawna i ta właściwie współczesna. II wojna światowa przyniosła zniszczenie, a późniejsze wydarzenia podział miasta.

Tym, co jednak zdeterminowało życie na prawie 30 lat była budowa muru. Powstał w 1961 roku i przetrwał do 1989 roku. Ten obłąkańczy pomysł wpłynął na losy Berlina  i jego mieszkańców. Dziś po murze nie ma śladu (no powiedzmy pozostało ich niewiele), ale ciągle kwestia podziału miasta jest żywa. Są więc muzea opisujące tamten okres, jest wreszcie zrekonstruowany Checkpoint Charlie, czyli dawne przejście między strefami amerykańską i sowiecką. Kiedy spaceruje się po Berlinie warto tam podejść. Oczywiście atmosfera jest trochę piknikowa, ale jak ktoś chce zrozumieć więcej powinien zajrzeć do Muzeum obok punktu. Ciekawe i naprawdę bogate w eksponaty.

Berlin oczami Marcina
CheckPoint Charlie

Berlin oczami Marcina – Potsdamer Platz, KaDeWe i AlexanderPlatz

Spacer po Berlinie zaprowadził nas w trzy odległe od siebie geograficznie, ale nie tylko, miejsca. Potsdamer Platz, dawniej strefa muru dziś jest nowoczesnym centrum biznesowym. Powstałe w ostatnich latach budynki imponują architektonicznymi rozwiązaniami i rozmachem. Wyróżnia się gmach koncernu SONY.

Berlin oczami Marcina
Potsdamer Platz

Drugie miejsce, to centrum dawnego Berlina zachodniego z domem towarowym KaDeWe. Kiedy wysiada się z metra na placu Wittenberg pierwsze wrażenie jest nieco rozczarowujące.

Berlin oczami Marcina
KaDeWe

Bo jakoś to nie takie nowoczesne, nie lśniące nowością. Im jednak dalej wejdzie się w ulice zachodniego Berlina tym bardziej można poczuć niezwykła atmosferę. Całkiem osobne doświadczenie to wizyta w domu towarowym. Oczywiście pomińmy piętra z ubraniami i tak dalej. Na samej górze znajdują się delikatesy i bary. Delikatesy mają niezwykły asortyment produktów, a tematyczne bary kuszą jedzeniem w najrozmaitszych stylach.

Berlin oczami Marcina
Dom towarowy w środku
Berlin oczami Marcina
Inna półka

Chciałoby się powiedzieć  jest z klasą, ale bez zadęcia, obrusów białych brak. Trzecie miejsce to Alexanderplatz. No dzieje się tu wiele i wiele zmienia. Jednakże ogromny budynek z czasów komunistycznych, powiedzmy wprost – blok mieszkalny, wygląda gorzej niż źle. Jeśli ktoś lubi klimaty lekko pachnące PRLem, to może się tu chyba nieźle znaleźć.

Berlin oczami Marcina
Alexander Platz

Nam się nie podobało, ale pewno za chwilę będzie lepiej. Nie piszę teraz o muzeach, ale w tym miejscu muszę dać jeden wtręt. Wieża telewizyjna , a właściwe wyjazd na jej szczyt, to jedyna atrakcja , która nas ominęła. A to dlatego , że zapowiadany czas oczekiwania wynosił 5 godzin i 45 minut. Inne atrakcje Berlina są zdecydowanie łatwiej dostępne.

Berlin oczami Marcina
Wieża telewizyjna

Berlin oczami Marcina – jedzenie

Co łączy wschód z zachodem miasta ? Pewno wiele rzeczy, ale ja przekornie zwrócę uwagę na kiełbaski. W Berlinie jest mnóstwo punktów, barów, budek w których serwuje się currywurst,bratwurst i inne specjały. Najbardziej kultowa jest currywurst. Kiełbaska przyprawiana curry jest od razu krojona i podawana z widelczykiem. Osobiście preferuję inne, ale tą  trzeba spróbować.

Berlin oczami Marcina
Kiełbaski są wszędzie

Berlin oczami Marcina – różności

W Berlinie warto zwrócić uwagę także na świetlną sylwetkę ludzika pokazująca się na ulicznych światłach. To symbol ze wschodniej części, obecny już w zachodniej. Ja mam z tym mały problem, bowiem kapelusik ludzika kojarzy mi się z agentami Stasi, ale to pewno tylko przewrażliwienie.

Berlin oczami Marcina
Synalizacja
Berlin oczami Marcina
Teraz idziemy

Czy spacerując po Berlinie widać nostalgię za NRD ? O uogólnienia trudno, ale jednak z całą pewnością berlińczycy nie chcieliby żyć w podzielonym mieście. Są wycieczki trabantami, jest Muzeum NRD, ale i Muzeum Stasi i miejsca poświęcone podziałowi miasta.  Na pchlim targu i przy Checkpoint Charlie można też kupić sowieckie czapki wojskowe, ale jakoś nie widać nadmiernego zainteresowania.

Na koniec tego spacerowego  opisu jeszcze jeden obrazek. Nie, nie z muzeum, o tym na pewno jeszcze napiszemy. To obrazek sprzed Bundestagu. Można tam dotrzeć idąc bulwarem nad Sprewą. Nad rzeką powstają nowoczesne budynki, a część należy do kompleksu rządowego. Sam gmach Bundestagu wieńczy kopuła stworzona według projektu Normana Fostera, ale to nie o  architekturze chcę pisać. Przed gmachem rozciąga się wielka, można by powiedzieć, łąka na które ludzie urządzają piknik.  I to skojarzenie zwykłego życia z gmachem parlamentu robi przyjemne wrażenie.

Berlin oczami Marcina
Berlin oczami Marcina – Bundestag

Co jeszcze ? W gmach Bundestagu wmurowana jest tablica poświęcona Solidarności. Polskie zmagania z komunizmem są zresztą widoczne także w innych miejscach poświęconych obalaniu tamtego ustroju.

Pewno to nasze spacerowanie i zwiedzanie Berlina nie byłoby takie przyjemne gdyby nie możliwość zakupu kart uprawniających do zwiedzania muzeum, do korzystania z komunikacji miejskiej. No całkiem nieźle to sobie wymyślili, a turysta może oszczędzić. O tym jednak już w kolejnych tekstach.

Zobaczcie Berlin oczami Małgosi.

Jeśli

chcecie przeczytać o innych miejscach w Niemczech, zerknijcie tu;

interesuje Was, co u nas słychać, obserwujcie nas na Facebooku i Instagramie:

lubicie zwiedzać Polskę, kupcie nasz autorski ebook, informacje na jego temat znajdziecie w tym wpisie, a klikając w poniższe zdjęcie, przeniesiecie się do naszego sklepu.

Polska na dobry nastrój

Poniższy link jest afiliacyjny, będzie nam miło, jak z niego skorzystacie.



Booking.com

Od wielu lat zwiedzam i wędruję po Polsce i świecie. Zawsze na własną rękę i na własny rachunek. Polska znajdowała i znajduje szczególne miejsce w moich podróżniczych planach. Mam także wielki sentyment do Hiszpanii, po prostu lubię ten kraj z jego wspaniała kulturą, zabytkami i krajobrazami. Odkąd pamiętam lubiłam poznawać nowe miejsca, zaglądać w tajemnicze zakamarki, podróżować. Ta pasja towarzyszyła mi także w życiu zawodowym, a zdarzyło się w nim wiele. Pisałam o polityce międzynarodowej, ale także o zwiedzaniu Polski i Europy. Dalekie podróże związane z pracą, wizyty w niezwykłych miejscach, takich jak Downing Street 10 czy Pałac Elizejski tylko rozbudziły mój i tak wielki apetyt na poznawanie świata. Po drodze udało mi się napisać przewodnik po Mazowszu, bo Polska zawsze była dla mnie fascynującym miejscem do odkrywania. Od 8 lat prowadzę stronę Podróżniczego Domu Kultury. Piszę, fotografuję i opowiadam w mediach społecznościowych. Pokazuję i opisuję tylko to, co sama widziałam. Patrzę na świat optymistycznie, ale i krytycznie. Nie potrafię żyć bez podróży.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.Akceptuję Prywatność i polityka cookies