
Podborsko, czyli broń atomowa w Polsce, miejsce unikatowe
To naprawdę niezwykła historia. Wszystko zaczęło się…No właśnie kiedy? Polska nie z własnej woli znalazła się w żelaznym uścisku ZSRR i w Układzie Warszawskim. Ten ostatni przygotowywał się do wojny z NATO, które miało niby czyhać na ZSRR i kraje satelickie. Jednym z rodzajów broni, która miała być użyta w tym konflikcie była broń jądrowa. Koniec końców Sowieci postanowili, z będą ją składować także w Polsce, blisko potencjalnej linii frontu. Tak powstały supertajne obiekty 3000.
Podborsko – obiekt 3001
Jadąc drogą przez lasy w okolicach Białogardu w Zachodniopomorskiem, nie myślisz o wojskowych bazach, zastanawiasz się raczej, gdzie by wybrać się na grzyby, albo choćby na spacer. A w tych właśnie lasach wybudowano obiekt 3001. Wybudowano go w Podborsku. Plany były rosyjskie, ale prace przeprowadziła wysokim kosztem strona polska. Całość rachunku opiewała na astronomiczną, jak na owe czasy, kwotę 180 mln złotych. Tyle, że raczej tego rachunku nikt nie uregulował. W ten sposób na powierzchni 300 hektarów znalazł swoje miejsce kompleks, w którym przechowywano głowice jądrowe. Tajny, o którego istnieniu wiedzieli w Polsce nieliczni. Podobne obiekty powstały jeszcze w dwóch miejscach, w Templewie w Lubuskiem i Brzeźnicy – Kolonii pod Bornem Sulinowem. Z tych dwóch ostatnich do dziś niewiele z nich pozostało.
Podborsko – atomowy magazyn
Przechowywano tu od kilkudziesięciu do być może nawet 160 głowic atomowych. Jak śmiercionośna i niszczycielska to broń można sobie wyobrazić porównując moc podborskiego arsenału do mocy bomb użytych w Hiroschimie i Nagasaki. Większość składowanych tu głowic miała kilku lub kilkunastokrotnie większą moc. Magazyny nie były stanowiskiem bojowym – stąd głowice miały być przewożone bliżej granicy na radzieckie lotniska w Kluczewie i w Bagiczu pod Kołobrzegiem. Ta broń miała być użyta do ataku choćby na niedaleką Danię. Możliwe jednak, tu zdania są podzielone, że w Podborsku znajdowała się jedna wyrzutnia i w takim wypadku także spod białogardzkich lasów można by było dokonać śmiercionośnego ataku. W Podborsku przebywało na stale około 150 żołnierzy stanowiących obsługę i ochronę obiektu. Za tą ostatnią odpowiadał Specnaz.
Podborsko – wszystko działa
Dziś po głowicach nie ma śladu, nie ma także niebezpiecznego promieniowania. Zostało to sprawdzone. W Podborsku jest dziś muzeum. Dokładnie rzecz ujmując muzeum znajduje się w obiektach, w których składowano głowice. W budynkach w których mieszkała wojskowa, radziecka załoga, jest teraz więzienie. Przejęcie obiektów od sowieckich żołnierzy przez wojsko, następnie przez więzienie, spowodowało, iż w początkach lat 90 tych nie pojawili się tu amatorzy złomu, ciekawych elementów etc.
Rezultat jest taki, iż obiekt zachował się w …92 %. Działają suwnice przenoszące ciężkie głowice, wentylatory. W trakcie zwiedzania są one uruchamiane i co tu dużo mówić, robi to wrażenie. W końcu oczyma wyobraźni widzi człowiek podwieszoną pod przesuwająca się suwnicę głowicę atomową. Wiszą tu także listy obecnych na dyżurach sowieckich żołnierzy. Można zajrzeć do pomieszczenia dyżurnego oficera, zobaczyć analogowy system bezpieczeństwa. Pomieszczenia oddzielone są od siebie potężnymi drzwiami, a właściwie wrotami (niektóre ważą po kilka ton). Wrażenie robią najcięższe drzwi, które z łatwością się otwierają.
Muzeum
Muzeum zwiedza się z przewodnikiem. Wycieczka trwa godzinę i wierzcie mi – to dobrze spędzony czas. Można dowiedzieć się naprawdę dużo o historii tego obiektu, ale także zobaczy oryginalne mapy, wskazujące kierunki ataku wojsk Układu Warszawskiego, miejsca potencjalnych wybuchów pocisków jądrowych po obu stronach frontu. Jest też makieta głowicy, są specjalne ubrania przeznaczone do przebywania w strefie skażeń. Jest także sporo drobiazgów i pamiątek dokumentujących życie sowieckich żołnierzy i ich rodzin w specjalnym miejscu w lasach nieopodal Białogardu. A żyli jak w malutkim miasteczku, z kinem, ruską banią , przedszkolem, sklepami. Resztę aktywności musiał zapewnić pobliski Białogard, gdzie także stacjonowała Armia Radziecka.
Podborsko – niezwykłe historie
Nieopodal głównego obiekty znajduje się kolejny o wdzięcznej nazwie Granit. Tu także składowano głowice. Drzwi tego obiektu czasem także otwierane są dla zwiedzających. Mówi się, że mogła tu być przechowywana kołowa wyrzutnia zdolna do posłania w powietrze pocisku z bronią atomową. Jeśli tak, Podborsko nie było jedynie magazynem. Są także wykopy mogące pomieścić ciężarówki. W czasach swojego działania obiekt maskowany był nie tylko położeniem w lasach, ale także maskującymi siatkami. Nie zmienia to faktu, że NATO miało świadomość, że tu w lesie Armia Radziecka nie prowadzi ośrodka wypoczynkowego.
Jeśli ktoś ma filmową wyobraźnię może sobie wyobrazić sytuację, która rozegrałaby się w czasie wojny jądrowej. Pociski zostałyby przewiezione do stacjonujących blisko granicy na północnym zachodzie jednostek, to tylko parędziesiąt kilometrów. Wszystko rozgrywałoby się w pośpiechu. A później… niosłyby śmierć na płaskich terenach duńskich wysp. Na nieco senne i pustawe tereny Zachodniopomorskiego spadłby atak odwetowy… Tak się nie stało, na szczęście.
Historie zimnowojenne
Może jeszcze niedawno mówilibyśmy, że to opowieści czasów minionych, ale dziś historia zatoczyła krąg i znowu jesteśmy w czasach zimnej wojny. W Podborsku o historii, szczególne w kontekście broni jądrowej, można się sporo dowiedzieć. Autorzy wystawy przypominają miedzy innymi incydent, który doprowadził świat na skraj katastrofy. O wszystkim dowiedzieliśmy się po latach, a przecież było tak blisko do nuklearnego starcia pomiędzy ZSRR i USA. Ale po kolei.
Cofnijmy się do 26 września 1983 roku. W podmoskiewskim centrum Sierpuchow -15 służbę pełni podpułkownik Stanisław Pietrow. Monitory, noc, rutyna i trochę nudy, aż…4 minuty po północy system informuje go, iż USA wystrzeliły w kierunku ZSRR rakietę balistyczną. Pietrow obserwuje sytuację, ale wszystko wydaje mu się nieracjonalne. Jeśli uznałby to za atak, powinien wszcząć alarm, a zgodnie z doktryną, ZSRR powinien odpowiedzieć z całą mocą i uderzyć nuklearnie w NATO.
Chwilę potem „startują” 4 kolejne rakiety. Pietrow zgodnie z procedurami powinien zawiadomić, ale nie robi tego. Przecież nikt nie atakuje się w ten sposób. Tylko 5 rakiet, wszystkie z jednej bazy? Nonsens. Nie wszczyna alarmu. W końcu okazuje się, że to błąd systemu. Pietrow prawdopodobnie zapobiegł wojnie nuklearnej. Sowieckie władze w nagrodę …usunęły go z wojska. Sprawy rzecz prosta przez lata nie ujawniono. Dopiero po latach Pietrow doczekał się uznania. Był nagradzany, fetowany. W Podborsku te historie brzmią w sposób szczególny, bo przecież tu, w ciszy zachodniopomorskich lasów czekały na swoją chwilę głowice mogące zabić miliony ludzi.
Podborsko – informacje praktyczne
Na pytanie czy warto tu przyjechać odpowiedź jest prosta – zdecydowanie tak. To nie jest oczywiście miejsce w którym dobrze bawić będą się maluchy, ale dla tych nieco większych, to historia opowiedziana w naprawdę ciekawy sposób. Muzeum Zimnej Wojny jest oddziałem Muzeum Oręża w Kołobrzegu. Obiekt czynny jest w weekendy, a w wakacyjnych miesiącach także w środę. Zwiedzamy z przewodnikiem. Wejścia o godzinie: 11,12,13,14. W obiekcie jest zimno, około 10 stopni, trzeba się odpowiednio ubrać.
Cena biletu: 32 złote, ulgowy 22 złote. Można płacić kartą
Do obiektu można dotrzeć tylko własnym transportem. Ważne by kierować się wskazówkami zamieszczonymi na stronie Muzeum. Droga biegnie po betonowych płytach prze las. Google (nawigacja) zafundował nam offroad i tej drogi nie polecamy.
Jeśli
lubicie Zachodniopomorskie, zerknijcie tu:
chcecie wiedzieć, co u nas słychać, obserwujcie nas na Facebooku i Instagramie
fascynuje Was Polska i chcecie odwiedzić piękne miejsca, kupcie nasz ebook, szczegóły na jego temat znajdziecie w tym wpisie, a gdy klikniecie w poniższy obrazek, przeniesiecie się do naszego sklepu.










