fbpx
Braszów. Kamieniczki w Rynku
Blog,  Europa,  Rumunia

Braszów miasto o wielu nazwach i bogatej historii, które warto odwiedzić

W poprzednim tekście pisałam Wam, że ledwo zdążyliśmy na pociąg, ale udało się. Jechaliśmy w wagonie pierwszej klasy, bo kiedy po przylocie do Bukaresztu kupowaliśmy bilety, miejsca w drugiej klasie były już wyprzedane. Także w naszym pociągu było pełno, niektórym pozostało stanie. Ale my mieliśmy wygodne, szerokie fotele. Zatopiliśmy się w naszych książkach.

Braszów. Rynek
Rynek w Braszowie

Braszów – trochę historii na początek

W XII wieku na tych terenach zamieszkali osadnicy sascy, zaproszeni przez władcę Królestwa Węgier. Przybyli też Krzyżacy, których w 1255 roku wypędził król Węgier. Na nasze nieszczęście zaprosił ich wtedy do siebie Konrad Mazowiecki. W średniowieczu Braszów był ważnym centrum handlowym, a w XVI wieku jednym z najważniejszych ośrodków luteranizmu w regionie. Przyczynił się do tego Johannes Honterus miejscowy uczony i humanista.

W 1688 roku miasto znalazło się pod panowaniem Leopolda I Habsburga, a rok później miał miejsce wielki pożar. Od połowy XIII do połowy XIX wieku w mieście dominowali Niemcy, następnie zaczęli dominować Węgrzy oraz Rumuni.Od Traktatu w Trianon w 1920 roku miasto znajduje się w granicach Rumunii. W latach 1951-1961 nazywało się Orasul Stalin (Miasto Stalina). Inne nazwy to: węgierskie Brasso, niemieckie Kronstadt, w saskim dialekcie siedmiogrodzkim Krunen.

Braszów jest dużym miastem, bo swego czasu komunistyczne władze Rumunii postanowiły wybudować tu zakłady przemysłowe, aby osłabić wpływy inteligentów.

Braszów – Rynek

Miasto zobaczyliśmy dopiero następnego dnia rano. Przyjechaliśmy dość późno, a nasz hotel był trochę oddalony od centrum. Kolację zjedliśmy więc na miejscu i postanowiliśmy odpocząć przed kolejnym dniem.

Do centrum udaliśmy się na piechotę, bo chcieliśmy obejrzeć Braszów. Ale aż do centrum nie było nic ciekawego, ot, zwykłe bloki i szeroka ulica. Zupełnie tak samo, jak w Bukareszcie przejścia dla pieszych były od siebie oddalone o jakieś 700 metrów. Było dość spokojnie, więc nie stanowiło to problemu. Z trafieniem do Rynku nie mieliśmy problemu, bo właśnie tam udawali się wszyscy napotkani ludzie.

Wcześniej czytaliśmy, że Rynek robi wrażenie i rzeczywiście, stanęliśmy i podziwialiśmy różne kamieniczki, ładnie odnowione i kolorowe. W środku stoi ratusz, którego początki sięgają 1410 roku. Jedynie stojąca przed ratuszem fontanna naszym zdaniem nie pasowała do całości. Może dlatego, że była nieczynna.

W Rynku są dwa muzea. Jedno mieści się w ratuszu i do niego się udaliśmy. Na samym wstępie ze zdziwieniem oglądaliśmy wystawę pokazującą braterstwo broni rumuńsko-niemieckie i wspólną walkę na froncie wschodnim w trakcie II wojny światowej. Była też sala poświęcona wydarzeniom z 1987 roku. W miejscowej fabryce Czerwony Sztandar pensje zmniejszono o połowę. Protestujący domagali się wypłacenia całości wynagrodzenia, a później tłum ruszył do siedziby partii komunistycznej. Burmistrz ostrzegł przed represjami, co bardzo rozwścieczyło protestujących, wdarli się do budynku, gdzie znaleźli luksusowe towary, niedostępne gdzie indziej.

Securitate ( komunistyczna służba bezpieczeństwa) stłumiła protest, nikt wtedy nie zginął, ale wiele osób aresztowano. Protesty powróciły do Braszowa w grudniu 1989 roku. Wtedy jednak nie obyło się bez ofiar. Ich pomnik groby znajdują się w centrum miasta.

Braszów. Ratusz, a w nim muzeum
Ratusz, a w nim muzeum
Braszów. Ulica wiodąca do Rynku
Ulica wiodąca do Rynku
Braszów. Kamieniczki w Rynku
Kamieniczki w Rynku
Braszów. Groby, tych, którzy zginęli w 1989 roku
Groby, tych, którzy zginęli w 1989 roku

Muzeum można zwiedzać od wtorku do niedzieli w godzinach 10-18.

Bilet normalny kosztuje 7 lei

Braszów – Czarny Kościół

Czarny Kościół wcale nie jest czarny, jednak swą nazwę zawdzięcza niegdysiejszemu kolorowi ścian. Jak pamiętacie w 1689 roku miał miejsce w Braszowie pożar, który strawił też świątynię. Jest to budowla późnogotycka, ma 89 metrów długości i 36 szerokości. Wieża ma wysokość 65 metrów. Dzięki tym swoim rozmiarom jest największym kościołem gotyckim w Rumunii.

Mimo że sprawie wrażenie pustej, jest tu kilka bardzo interesujących rzeczy godnych uwagi. Muszę je opisać, bo z niezrozumiałych dla mnie powodów obowiązywał całkowity zakaz fotografowania. Zachował się gotycki ołtarz, który znajduje się po lewej stronie w prezbiterium. Jest też średniowieczna chrzcielnica. Podobały nam się też malowane nagrobki, a także wspaniałe dywany przywiezione z Anatolii przez kupców i złożone w darze w podziękowaniu za szczęśliwy powrót.

Warte uwagi są też organy, ale aby je w pełni docenić, trzeba by było wybrać się na koncert.

Braszów. Czarny Kościół widziany z Rynku
Czarny Kościół widziany z Rynku
Jeden z portali w Czarnym Kościele
Jeden z portali w Czarnym Kościele

Kościół można zwiedzać latem, czyli od 9 kwietnia do 7 października: wtorek-sobota 10-19, niedziela i poniedziałek 12-19. Zimą, czyli w pozostałe miesiące: wtorek-sobota: 10-16, niedziela 12-16, poniedziałek zamknięte. Na tej stronie sprawdźcie dokładnie, bo jest podanych kilkanaście dni, kiedy kościół jest zamknięty.

Bilet wstępu kosztuje 10 lei

Warto obejść kościół dookoła. Znajdziecie tu portale, które niegdyś były udekorowane rzeźbami, ale dziś trudno domyślić się, kogo te figury przedstawiają. Jest tu też pomnik Johannesa Honterusa, który urodził się w Braszowie i tu kształcił się u dominikanów. Później studiował na uniwersytecie w Wiedniu, wykładał też w Krakowie, był nauczycielem Izabeli Jagiellonki. W latach 30-tych XVI wieku powrócił do rodzinnego miasta i założył tu drukarnię. Był wielkim propagatorem protestantyzmu.

Braszów z góry

Braszów świetnie widać z góry, a ułatwia to kolejka, którą można wjechać na szczyt. Co prawda w kolejce do niej czekaliśmy tyle samo czasu, ile zużylibyśmy na wejście, ale musieliśmy oszczędzać nogi. Na szczycie znajduje bar i restauracja, raczej uboga. Można z bliska zobaczyć napis Brasov, który tu właśnie jest umieszczony i widać go na dole z wielu punktów w mieście. Dzięki temu napisowi Braszów porównywany jest do Hollywood, ale bądźmy szczerzy, jest to jedyne podobieństwo, może zresztą na szczęście dla Braszowa.

Jeszcze ponad napisem jest punkt widokowy, a właściwie dwa, jeden niżej, drugi wyżej. Warto wdrapać się do tego ostatniego, bo oprócz widoku miasta, zobaczymy też piękne karpackie krajobrazy, bo w końcu Braszów to miasto położone w górach. Zrobiliśmy to, co wszyscy, czyli dużą ilość fotografii i ustawiliśmy się w kolejce, tym razem do zjazdu. Była na szczęście mniejsza niż ta pod górę.

Braszów z góry
Braszów z góry
Braszów. Widok na góry
Widok na góry
My na górze
My na górze

Kolejka czynna jest codziennie od 10.30 do 17.

Bilet normalny w obie strony kosztuje 17 lei

Braszów po obiedzie

Obiad zjedliśmy w bardzo obleganej knajpie. Nie mieliśmy zarezerwowanego stolika i musieliśmy chwilę poczekać, ale było warto. Jedzenie było naprawdę świetne. Marcin zdecydował się na gulasz transylwański, a ja na sznycel z kurczaka, zjedliśmy też zupę jarzynową. W kuchni zaobserwowaliśmy wpływy niemieckie i węgierskie, co oczywiście nie jest dziwne, jeśli weźmie się pod uwagę historię miejscowości.

Po obiedzie obejrzeliśmy bardzo wąską uliczkę, podobno najwęższą w Europie, oraz synagogę, w której trwało nabożeństwo.

Braszów otoczony jest murami i niegdyś w ich wnętrzu mieszkali tylko Sasi, Rumuni żyli za murami. Przeszliśmy więc przez bramę św. Katarzyny, wyjątkowej urody i udaliśmy się do dawnej rumuńskiej części miasta. Tu zachwyciła nas cerkiew świętego Mikołaja z malowidłami na ścianach. Murowaną świątynię w stylu gotyckim zaczęto budować w 1495 roku.

W pobliżu mieści się najstarsza szkoła w Rumunii, dziś muzeum. Nie mieliśmy szczęścia, było zamknięte. Chcieliśmy je koniecznie obejrzeć i udaliśmy się w to samo miejsce następnego dnia rano, ale też nie weszliśmy do środka. Nie pytajcie dlaczego? Nie wiem i nie wiedziała tego również pani w biurze informacji turystycznej. Ale w ten drugi dzień udało nam się wejść do środka cerkwi. Trwało nabożeństwo, więc tylko rzuciliśmy okiem na przepiękne freski.

Braszów. Wąska uliczka
Braszów. Wąska uliczka
Braszów. Cerkiew św. Mikołaja
Cerkiew św. Mikołaja
Malowidło na ścianie
Malowidło na ścianie
Braszów. Brama św. Katarzyny
Brama św. Katarzyny
Rynek wieczorem
Rynek wieczorem

Braszów cytadela i muzeum miejskie

I tak płynnie znalazłam się dzień później w moim opisie. Dodam tylko, że po obiedzie nie mieliśmy miejsca na kolację, ale kupiliśmy sobie bardzo smaczne precle (kultową przekąskę w Rumunii) i one nam w zupełności wystarczyły. Do hotelu i następnego dnia z powrotem do centrum jechaliśmy taksówką. Są one w Rumunii naprawdę tanie, w Braszowie 2,43 lei za kilometr. (1 leja=0,9 zł), a za „trzaśnięcie drzwiami” 2 leje.

Kiedy nie udało nam się zobaczyć muzeum szkoły, poszliśmy obejrzeć Bastion Tkaczy. W środku mieści się muzeum pokazujące historię miasta. Są tu interesujące makiety. Bardzo ładnie prezentowały się drewniane konstrukcje. Mimo opłaty za fotografowanie, bardzo wygórowanej, pracownica muzeum pozwoliła nam robić zdjęcia na dziedzińcu za darmo, a nawet do tego zachęciła, oczywiście w znanym powszechnie języku gestów.

Braszów. Mury obronne i jedna z wież
Mury obronne i jedna z wież
Bastion Tkaczy z zewnątrz
Bastion Tkaczy z zewnątrz
Bastion Tkaczy wewnątrz
Bastion Tkaczy wewnątrz

Muzeum można zwiedzać wtorek-niedziela: 10-17. W poniedziałki jest zamknięte.

Bilet normalny kosztuje 7 lei.

W Rynku obejrzeliśmy jeszcze jedno muzeum, pokazujące historię życia w mieście. Bardzo nam się ono podobało, więc zachęcam, abyście tu wpadli podczas wizyty w Braszowie. Obejrzeliśmy dawną aptekę, pracownię krawiecką, zakład fotograficzny. Na początku można obejrzeć film pokazujący historię miasta.

Przedmioty na wystawie w muzeum miasta
Przedmioty na wystawie w muzeum miasta
Muzeum Miasta. U fotografa
Muzeum Miasta. U fotografa

Godziny otwarcia muzeum: wtorek-niedziela 10-17

Bilet normalny kosztuje 8 lei

Za robienie zdjęć zapłaciliśmy 15 lei

Przed udaniem się na dworzec w restauracji Brasserie zjedliśmy wczesny lunch. Pogoda była świetna, siedzieliśmy więc na zewnątrz, przyglądając się tłumowi, który zjechał do Braszowa. Wcale się tym ludziom nie dziwiliśmy, bo to naprawdę piękne miejsce, które zachęciło nas, aby Transylwanię dokładnie kiedyś obejrzeć.

Napis nad miastem
Napis nad miastem

Z pociągu tym razem mieliśmy możliwość obserwowania pięknych Karpat. Widoki były naprawdę wspaniałe.

Bilet na pociąg w obie strony do i z Bukaresztu kosztował 127,20 lei. Kupowany w obie strony od razu jest tańszy o 30%.



Booking.com

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *