Lagodekhi nasza wycieczka nad wodospad i zmęczony Gruzin

18.08.2018

Mogliśmy spokojnie siedzieć nad basenem w Signagi i popijać wino, ale zachciało nam się jechać na wycieczkę. No i mieliśmy za swoje – 10 kilometrów po kamieniach i wiele razy przechodziliśmy przez rzekę. Ale po kolei.

Lagodekhi

Obszar chroniony Lagodekhi – jak tu przyjechaliśmy

Dostaliśmy się tu bardzo prosto, aczkolwiek nie była to najtańsza opcja – wynajęliśmy samochód za 100 lari i kierowca czekał na nas aż skończymy naszą wyprawę. Jechaliśmy przez dolinę, oglądaliśmy trochę zaniedbaną Kachetię. Psy wchodziły na drogę, krowy zresztą też. Ale było jakoś tak uroczo i świeżo i to pomimo bałaganu i zaniedbania. No, nie wiem, nie potrafię tego wytłumaczyć.

Obszar chroniony Lagodekhi – nasza trasa

Pojechaliśmy do miejscowości Lagodekhi i stąd wyruszyliśmy na naszą trasę. Poszliśmy do siedziby parku, wpisaliśmy się do księgi, dostaliśmy opis trasy, kupiliśmy mapę i ruszyliśmy na szlak do małego wodospadu. Szlak ten wybrałam, bo wydawał mi się najmniej wymagający, ale bardzo się pomyliłam. Gdybyście chcieli kiedyś tam pójść, to trzeba trzymać się znaków żółtych.

Droga wiodła cały czas po kamienistej ścieżce, która im bliżej rzeki, tym robiła się bardziej kamienista. Schody zaczęły się dopiero jak w miarę komfortowo przekroczyliśmy most. Potem okazało się, że część trasy się osunęła i trzeba było maszerować nad rzeką i co jakiś czas przechodzić przez nią. Na szczęście natrafiliśmy na grupę z przewodnikiem i to on  wytyczał szlak, a jak było trudno, to wziął mnie na plecy i przeniósł przez rzekę. Strasznie przy tym sapał, więc postanowiłam zaraz po powrocie zabrać się za odchudzanie.

Kiedy myślałam, że pokonanie rzeki, to koniec naszych problemów na szlaku, okazało się, że trasa dalej wiedzie dość stromo pod górę, jest wąska,  do dołu daleko. Trochę się zasapałam. Powiem szczerze, nawet chciałam wracać, ale Marcin przekonał mnie, że warto iść dalej.

Lagodekhi

W parku było bardzo zielono

Lagodekhi

Prawda, że zielono…

Lagodekhi

Mostek nad rzeką

Lagodekhi

Rzeka trochę wartka

Lagodekhi

Żółte znaki na szlaku

Lagodekhi

Nasza wąska ścieżka, tym razem bezpieczna

Obszar chroniony Lagodekhi – wodospad

Doszliśmy do wodospadu, ja się trochę na ten wodospad obraziłam i nie chciałam podejść blisko, ale Marcin tak marudził, że w końcu uległam mu. Wodospad nie jest specjalnie wysoki, ma tylko 6 metrów, ale okazał się całkiem malowniczy.

W parku jest też inna trasa w parku, która prowadzi do jednego z najwyższych wodospadów w Gruzji 40-metrowego. Może innym razem?

Nad samym wodospadem niektórzy się kąpali, wszyscy jedli i robili sobie zdjęcia. My ruszyliśmy w drogę powrotną.

Lagodekhi

Wodospad

Lagodekhi

Odpoczynek nad wodospadem

Lagodekhi

Trochę zmęczone selfie

Obszar chroniony Lagodekhi – z powrotem

Początkowo nawet szło się nam nieźle. Jednak zatrzymała nas rzeka i tu ten sam biedny Gruzin znów mnie przenosił na drugi brzeg. Potem niestety poszło już nam gorzej. Zaczęła mnie boleć noga w kostce i musiał stawiać nogę prosto, co przy tych wszystkich kamulcach było dość skomplikowane. Powoli, bo powoli, jednak doszliśmy do końca trasy.

Nigdy się jednak nie spodziewałam, że będzie ona tak wymagająca.

Lagodekhi

Nasza ścieżka

Obszar ochronny Lagodekhi zawdzięcza swoje istnienie Polakowi Ludwikowi Młokosiewiczowi.

Następnego dnia wracaliśmy do domu. Najpierw marszrutką z Signagi do Tbilisi, gdzie w zarezerwowanym hotelu odpoczęliśmy. W środku nocy przyjechał po nas zamówiony kierowca i udaliśmy się na lotnisko. Przed wejściem ustawiła się długa kolejka, bo już są prześwietlane bagaże. Wszystko to zajęło trochę czasu i na szczęście przyjechaliśmy dwie godziny przed odlotem.

 



Booking.com

 

Related Post

2 thoughts on “Lagodekhi nasza wycieczka nad wodospad i zmęczony Gruzin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *