Signagi dawna twierdza z zachowanymi murami i wieżami

16.08.2018

Rano wyjechaliśmy z Gurjaami. Zabraliśmy się z tym samym taksówkarzem, co dzień wcześniej. Zapłaciliśmy 20 lari. Okazało się, że Signagi (pisane też Sighnaghi)  leży dość wysoko i prowadzi do niego górska droga, pełna serpentyn. Po drodze nasz kierowca zapraszał nas na urlop do siebie do domu i twierdził, że dopiero u niego można prawdziwie wypocząć.

Signagi

Signagi – nasze zaskoczenie

Miasto jest przede wszystkim ładne. Jego historia sięga bardzo dawnych czasów, miało jednak inne nazwy. W średniowieczu nazywało się Hereti, od XV wieku Kiziqi. W 1772 roku Herakliusz II zlecił otoczenie miasta murami, aby je chronić przed atakami Dagestańczyków. Otoczone jest murami, zachowały się też wieże.

Miasto zostało objęte rządowym programem, w ramach którego zrekonstruowano zabytkowe centrum. Domy odnowiono, a na czas renowacji mieszkańcy zostali wysiedleni. Ale efekt jest ze wszech miar pozytywny. To wspaniała odmiana po pobycie w Gurjaami.

Zatrzymaliśmy się w hotelu Brigitte. Mamy tu pokój z tarasem. Na dole jest basen, a właściwie basenik. I Marcin jeszcze w nim nie był.

Signagi

Widok z góry

Signagi

Jedna z rzeźb

Signagi

W tym miejscu dowiadywaliśmy się, jak do jechać do parku Lagodechi, obok jest dobra restauracja

Signagi

Z tyłu kościół, z przodu jedna z bram

Signagi

Brama

Signagi – klasztor Bodbe

Po obiedzie postanowiliśmy pójść do klasztoru Bodbe. To bardzo ważne pielgrzymkowe miejsce Gruzinów. Tu zmarła święta Nino. Na dole jest słynne źródło, którego woda zapewnia długowieczność. Marcin poszedł je zobaczyć, pokonując w tym celu jakąś niesamowitą ilość schodów. Wrócił całkiem wykończony.

Jeden z kościołów jest właśnie remontowany. Wejść można do drugiego. Zachowały się w nim na ścianach piękne freski, przedstawiające historię świętej Nino. Obowiązywał zakaz fotografowania.

Do klasztoru poszliśmy z miasta na piechotę, ale wracaliśmy taksówką. Kierowca skarżył się, że był milicjantem, ale wiele lat temu zwolnili go ze służby i od tego czasu nie może znaleźć pracy. Za kurs do miasta zapłaciliśmy 10 lari.

Wieczór spędzamy w hotelu, bo jutro chyba pojedziemy na wycieczkę do parku narodowego Lagadechi. Musimy więc oszczędzać nogi. Z naszego tarasu widać pięknie Kaukaz, więc siedzenie na nim to prawdziwa przyjemność.

Signagi

Klasztor Bodbe. Ta świątynia była remontowana

Signagi

Cyprysy, druga świątynia i dzwonnica

Signagi

Widok z klasztory

Signagi

Droga do źródełka

Signagi

Jeszcze jedno spojrzenie na monastyr

17.08.2018

Dziś w dalszym ciągu pozwaliśmy miasto, w którym się zatrzymaliśmy. Najpierw byliśmy na spacerze i przeszliśmy po kawałku murów, obejrzeliśmy trzy baszty, potem wypiliśmy kawę i wróciliśmy na chwilę do hotelu.

Signagi

Spacer po murach

Signagi

Marcin na murach

Signagi

Wieża z flagą

Signagi

I sama flaga

Signagi dalsze poznawanie miasta – muzeum

W mieście znajduje się bardzo znane muzeum. Są w nim zabytki archeologiczne oraz obrazy znanego malarza Pirosmaniego. Porównywany jest on często do naszego Nikifora. Pierwszy raz zwróciliśmy na niego uwagę, kiedy w zeszłym roku udaliśmy na targ na w Tbilisi i oglądaliśmy obrazy wzorowane na jego dziełach. W muzeum jest cała sala z jego obrazami, a to wszystko dzięki braciom Zdaniewiczom i żonie jednego z nich, która całą kolekcję przekazała państwu.

Pirosmani urodził się w ubogiej chłopskiej rodzinie w Kachetii. Wstąpił na służbę do bogatych mieszczan w Tbilisi, gdzie nauczył się czytać i pisać. Zaczął też malować. Wraz ze wspólnikiem otworzył mleczarnię, która jednak zbankrutowała. Pirosmani został bezdomny i aby zarobić na jedzenie malował obrazy. Zmarł w nędzy.

Bilet do muzeum kosztował 5 lari od osoby.

Signagi

Jeden z obrazów

Signagi

Kolejny, bardziej charakterystyczny

Signagi dalsze poznawanie miasta – park etnograficzny

To trochę szumna nazwa na jedną muzealną salę, ale weszliśmy do niej i za 3 lari obejrzeliśmy trochę eksponatów. Powitała nas dziewczyna, mówiąca całkiem dobrze po polsku, która  twierdziła, że języka nauczyła się w Gruzji. Nie chcieliśmy jej wierzyć i myśleliśmy, że to Polka robi nas w konia, ale po czasie myślimy, że może to faktycznie była Gruzinka.

Pora zrobiła się wybitnie obiadowa, wiec postanowiliśmy zjeść obiad w znajdującej się tu restauracji. Jedzenie było naprawdę dobre, a widok na dolinę i Kaukaz za darmo.

Signagi

Rogi do picia w małym muzeum

Signagi

Dobre, gorące jedzonko

Signagi dalsze poznawanie miasta – wieczór

Wieczorem wybraliśmy się jeszcze na spacer po mieście. Odwiedziliśmy restaurację i niestety nie dowiedzieliśmy się, dlaczego wszystkie pary robią sobie zdjęcie z pomnikiem dziewczynki, stojącej na krześle. Wieczór był jednak całkiem miły, a miejscowość wyraźnie pustoszeje.

Signagi

Dziewczyna, o której była mowa

W drodze do restauracji musieliśmy się jeszcze wstydzić za naszego rodaka, który wszedł do cudzego ogrodu i kradł figi.

 



Booking.com

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *