Zwiedzanie Bordżomi i nasze rozczarowanie

Nazwa Bordżomi wabi do odwiedzenia tego miejsca. Zwabiła i nas. Poza uzdrowiskiem chcieliśmy też odwiedzić siedzibę Bordżomsko-Charagaulskiego Parku Narodowego, ale nam się nie udało. Dlaczego? Przeczytacie za chwilę.

Zwiedzanie Bordżomi

Jeden z atrakcyjniejszych budynków

Zwiedzanie Bordżomi

I z bliska

Zwiedzanie Bordżomi – trochę historii

W średniowieczu Bordżomi, ze względu na swe strategiczne położenie stanowiło ważny punkt obronny Gruzji. Szczyty Małego Kaukazu i wieże strażnicze strzegły drogi w kierunku Tbilisi.

W połowie XIX wieku odkryto tu źródła mineralne, co zapoczątkowało zupełnie nowy okres w historii miasta. Kurort zyskał sławę po aneksji Gruzji przez Rosję. Stacjonował tu garnizon wojskowy i dowódca sił zbrojnych na Kaukazie Michaił Woroncow był tak zafascynowany miejscowym klimatem, że zbudował rezydencję. Potwierdzamy, powietrze jest tu naprawdę niezwykłe. Mieliśmy odczucie jakby otulało nas niewidzialną, delikatną pianą.

Pod koniec XIX wieku powstał w Bordżomi pałac Likani – siedziba rodu Romanowych. Pałacu nie można dziś zwiedzać.  W 1894 roku książę Michaił Romanow wybudował w mieście rozlewnię wody mineralnej.

W czasach sowieckich wille wybudowane przez arystokratów upaństwowiono i powstały sanatoria. Przybywała tu na wypoczynek cała komunistyczna elita. Po odzyskaniu przez Gruzję niepodległości miasto z powodu braku środków podupadło. Nowe hotele, często w niezbyt dobrym guście, świadczą, że próbuje się z tego upadku podźwignąć. Naszym zdaniem, jeszcze do tego droga daleka.

Zwiedzanie Bordżomi

Ta willa zdecydowanie wymaga remontu

Zwiedzanie Bordżomi

Nowy hotel, naszym zdaniem wątpliwej urody

Zwiedzanie Bordżomi

Obecne, jak w każdym uzdrowisku, stragany

Zwiedzanie Bordżomi – słynna woda

Woda Borjomi, bo tak brzmi gruzińska nazwa miasta, to jeden z głównym towarów eksportowych Gruzji. Jej lecznicze właściwości były znane już w średniowieczu. Podczas wykopalisk archeologicznych odnalezione wanny z tego czasu, służące do kąpieli.

Woda oczyszcza organizm z rozmaitych toksyn, jest więc dobra na kaca (nic tu nie sugeruję – cytuję jedynie badania). Poza tym polecana jest na schorzenia sercowo-naczyniowe, dolegliwości żołądka i dwunastnicy i osteoporozę. Jest naturalnie gazowana.

Wodę wydobywa się z głębokości 1200-1500 metrów. W parku zdrojowym można ją nabierać za darmo. No, prawie za darmo, bo za wejście na teren parku trzeba zapłacić 2 lari (dziś 2,91 zł).

Zwiedzanie Bordżomi

Źródło w Parku Zdrojowym

Zwiedzanie Bordżomi

Charakterystyczna butelka

Zwiedzanie Bordżomi – Park Zdrojowy

Park ma dość dużą powierzchnię i miejsca ładniejsze i brzydsze. Ładnie prezentował się budynek pijalni, a także zadbane trawniki. Jest imponujący wodospad. Niestety też można spotkać różnego rodzaju dmuchane zabawki i inny tego typu asortyment charakterystyczny dla wszelkich kurortów. W parku jest wiele miejsc zabaw dla dzieci i bardzo dużo ludzi.

My poszliśmy w kierunku termalnego basenu. Ludzi było coraz mniej, spotkaliśmy rozstawione namioty, ścieżką wśród drzew, z szumiącym potokiem z boku szło się całkiem przyjemnie.

Opisywany szumnie basen to trochę większa wanna z olbrzymią ilością ludzi. Nie wiem, jak oni wszyscy się tam zmieścili. Obejrzeliśmy sobie to miejsce zza płotu, bo nie było po co wchodzić do środka i postanowiliśmy iść dalej pod górę do siedziby Bordżomsko-Charagulskiego Parku Narodowego.

Zwiedzanie Bordżomi

Park Zdrojowy, ładniejszy fragment

Zwiedzanie Bordżomi

I brzydszy, choć zdjęcia ładne, ale sam budynek zamknięty, no po prostu cyrk

Zwiedzanie Bordżomi

Ścieżka wśród drzew

Zwiedzanie Bordżomi

Zatłoczony basen

Zwiedzanie Bordżomi – trasa do siedziby parku narodowego

Nie była to najprzyjemniejsza wycieczką, jaką w swoim życiu odbyliśmy. Okazało się, że prowadzi tędy alternatywna droga na basen. Było więc wielu chętnych i całe mnóstwo śmieci. Weszliśmy na szczyt dość stromej góry, zobaczyliśmy parking i mieliśmy nadzieję, że dalej będzie lepiej.

Nie było, bo doszliśmy do świętego miejsca, co skutkowało taką samą ilości ludzi i śmieci. Taki widać urok. A zaraz za świętym miejscem zniknął nasz szlak. Szukaliśmy dość długo kolejnego znaku, ale go nie znaleźliśmy. Cóż było robić, ponieważ wracać nie lubimy, postanowiliśmy podejść szosą i zobaczyć, co nas czeka.

Zwiedzanie Bordżomi

Wspomniana kapliczka

Zwiedzanie Bordżomi – kolejka linowa

Mieliśmy szczęście, bo doszliśmy do górnej stacji kolejki linowej. Była tu też restauracja, mogliśmy więc spokojnie zjeść obiad i trochę odpocząć. Miasto majaczyło się gdzieś w dole. Po posiłku i odpoczynku kupiliśmy bilet i zjechaliśmy w dół, bo po co męczyć nogi.

Zwiedzanie Bordżomi

Górna stacja kolejki i widok na miasto

Dolna stacja kolejki znajduje się przy wejściu do parku.

Zwiedzanie Bordżomi – kilka uwag na koniec

Bordżomi leży na wodzie. Obok źródeł z których korzystają turyści zaobserwowaliśmy ukryte wśród krzaków i śmieci rury pokryte z zewnątrz rdzą. Wtajemniczeni miejscowi zatrzymywali samochody  i nalewali z nich wodę do kanistrów. Te miejsca nie są w ogóle oznaczone. Wracaliśmy na dworzec autobusowy pełni niezbyt optymistycznych refleksji, oglądając jeszcze raz zabawny zakręcony most i mniej zabawne kramy z różnymi plastikowymi cudami.

W mieście było mnóstwo turystów, głównie z Rosji i krajów arabskich. Niektóre odnowione domy były całkiem ładne. Niestety nowe hotele zupełnie nie pasują do otoczenia. A w samym centrum miasta jest naprawdę wiele do zrobienia. Nam udało się zrozumieć, że nasza marszrutka do Achalciche nie zatrzymuje się na dworcu, tylko trzeba machać ręką przy ulicy. Musieliśmy trochę poczekać, ale na szczęście stanęła i nawet mieliśmy miejsce siedzące.

Zwiedzanie Bordżomi

Zakręcony most

Po takiej dozie, niezbyt optymistycznych obserwacji naprawdę warto było usiąść  w marszrutce, nawet jeśli był to stary mercedes pamiętającym czasy zjednoczenia Niemiec. A woda Bordżomi ? Naszym zdaniem smakuje znakomicie.

 

 

 

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *