Wąwóz Zadielski w słowackim Krasie, było zielono

Wąwóz Zadielski odwiedziliśmy, kiedy dzień chylił się ku końcowi i w dodatku na chwilę zepsuła się pogoda i niebo zasnuło się chmurami. Wobec tego początkowo wąwóz wydawał się nam ciemny. Ale kiedy znów zaświeciło słońce, zobaczyliśmy urok tego miejsca, gdzie rośliny są naprawdę zielone, a woda w rzece biała.

Wąwóz Zadielski

Było bardzo zielono

Wąwóz Zadielski – jak wygląda?

Wąwóz Zadielski jest najbardziej znanym miejscem we wschodniej części Słowackiego Krasu. My przeszliśmy cały wąwóz w jedną i w drugą stronę, choć było to trochę męczące, ale tylko dlatego, że mieliśmy za sobą cały dzień zwiedzania. Nad nami wznosiły białe skały. Białe były jednak te wysoko nad ziemią, te niżej były raczej zielone, bo pokrywał je mech i inna roślinność. W wąwozie jest dość ciemno, dzięki czemu małe wodne wodospady są jeszcze bardzie romantyczne.

Wąwóz Zadielski

Białe skały tylko u góry

Wąwóz Zadielski

Na dole biała była woda

Wąwóz Zadielski

Cała reszta zielona

Wąwóz Zadielski – trochę informacji

Wąwóz ma długość 2200 metrów, jego głębokość wynosi 300 metrów, a najwęższe miejsca na dnie mają zaledwie 10 metrów. Jego ozdobą jest forma skalna o wysokości 105 metrów nazywana Głową Cukru. Nam się jakoś nie rzuciła w oczy.

W dolinie panuje specyficzny klimat, w związku z tym rosną tu rośliny karpackie, którym odpowiadają chłodniejsze i bardziej wilgotne warunki. Rośliny zmieniają się i wyżej, tam gdzie dochodzi słońce rosną już rośliny ciepłolubne.

Napiszę tu szczerze, mieliśmy zamiar wrócić mniej więcej z połowy drogi, bo tak nas zmęczyło wcześniejsze oglądanie Dobszańskiej Lodowej Jaskini i Jaskini Domica, ale byliśmy dzielni i dotarliśmy do końca doliny. Za każdym zakrętem chcieliśmy dojść do następnego i tak ni z tego ni z owego znaleźliśmy się przy szlabanie oznaczającym koniec spaceru. Z powrotem było całkiem prosto, bo z góry.

Wąwóz Zadielski

Romantyczne wodospadziki

Byliśmy też trochę głodni (właściwie trochę, to mało powiedziane), liczyliśmy, że coś zjemy przed tym spacerem, ale okazało się, że przy Jaskini Domica nie było nic do jedzenia, a przy wejściu do wąwozu zapiekanki nie wzbudziły naszego entuzjazmu. Pozostawał więc pusty żołądek i nadzieja na posiłek, która wyraźnie przyspieszała nasz marsz.

 

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *