Kopenhaska Syrenka i jej historia

Miasta mają swoje symbole i jednym z nich jest na pewno Kopenhaska Syrenka . Nie zmienia tego nawet fakt, że przez UcityGuides została uznana za jedną z najbardziej przereklamowanych atrakcji turystycznych. My też będąc w Kopenhadze udaliśmy się na spotkanie z Syrenką. Udaliśmy się jest tu dobrym określeniem, bo znajduje się ona kawałek drogi od centrum. Ale spacer to miły, idzie się wzdłuż nabrzeża, mijając po drodze fantastyczny gmach opery.

Kopenhaska Syrenka stoi na nabrzeżu, zwrócona głową w stronę portu i trzeba mieć całkiem dużo szczęścia, aby zrobić jej zdjęcie bez tłumu w tle. Zwłaszcza, że turyści nie tylko ją oglądają, ale też pragną mieć z nią zdjęcie. Biednej Syrenki nikt o zdanie nie pyta.

Kopenhaska Syrenka – baśń Andersena

Jest to ta sama Mała Syrenka, która w baśni Andersena nieszczęśliwie się zakochała. A było tak: w głębinie morza jest pałac, w którym mieszkają syreny. Było sześć sióstr, które kiedy skończyły 15 lat mogły wypływać na powierzchnię i obserwować świat. Nasza Syrenka najdłużej musiała na to czekać, bo była najmłodsza, a kiedy wypłynęła, ujrzała księcia i się w nim zakochała. Na morzu rozszalała się burza i książę prawie utonął, uratowała go Syrenka. Po jakimś czasie smętnego wzdychania, postanowiła dać sobie szansę. Poszła do czarownicy prosić o pomoc. Dostała cudowny napój i zamiast ogona miała ludzkie nogi. Problem polegał na tym, że podczas chodzenia odczuwała jakby noże wbijały się w jej stopy. Czarownica zabrała jej piękny głos. Poza tym, czarownica powiedziała, że jeśli nie zostanie w ciągu roku żoną księcia, umrze. Książę znalazł Syrenkę i się z nią zaprzyjaźnił, ona w milczeniu cierpiała i towarzysząc księciu, czekała na jego uczucie. Wtedy zdecydowano, iż książę poślubi księżniczkę z odległego kraju. Pojechał tam z Syrenką, mówił że nie chce obcej księżniczki i poślubi swoją przyjaciółkę. Tak było dopóki nie zobaczył ślicznej księżniczki, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia. Siostry chciały pomóc Syrence i dały jej sztylet, aby zabiła księcia i tym samym uratowała własne życie. Niestety, biedna Syrenka nie była w stanie tego uczynić i stała się powietrzną nimfą. Morał niech każdy sobie sam dośpiewa.

Kopenhaska Syrenka

Kopenhaska Syrenka

Kopenhaska Syrenka

Z bliska

Kopenhaska Syrenka – historia

Rzeźbę ufundował Carl Jacobsen, syn założyciela browaru Carlsberg, będąc pod wrażeniem baletowej inscenizacji baśni Andersena (a może tancerki?). Carl Jacobsen  był zarówno mecenasem sztuki, jak i świetnym biznesmenem. Po kłótni z ojcem założył browar o nazwie Nowy Carlserg, który później połączył z otrzymanym w spadku starym i spowodował, iż z lokalnego browaru stał się światowym przedsiębiorstwem.

W 1897 roku założył Ny Carlsberg Glyptotek, muzeum sztuki z antyczną kolekcją, które do dziś jest uznawane za jedno z najważniejszych duńskich muzeów.

Wykonanie rzeźby zlecił Edwardowi Eriksenowi, któremu miała pozować tancerka EllenPrice (ta sama, która grała Małą Syrenkę). Jednak kiedy dowiedziała się, że rzeźba ma stanąć w tak publicznym miejscu, zrezygnowała z pozowania i Syrenka ma tylko jej twarz. Cała reszta należy do żony rzeźbiarza Eline Eriksen.

Na swoim miejscu została ustawiona w 1913 roku. Co jakiś czas pada ofiarą wandali. W 1964 roku JorgenNash i inni członkowie grupy sytuacjonistów obcięli Syrence głowę i jak po latach wyzwał Nash utopili ją w stawie. Nie znalazła się do dziś. Musiano więc Syrence dorobić nową. Miał to być manifest przeciw społeczeństwu konsumpcyjnemu. Moim zdaniem głupi. Wielokrotnie pomnik malowano farbą. W 1998 straciła głowę po raz drugi, 11 września 2003 roku za pomocą wybuchu strącono ją z cokołu. Syrenkę ubierano też w różne stroje, począwszy od biustonosza, skończywszy na burce.

Niektórzy sądzą, iż będąc w jakimś miejscu koniecznie trzeba obejrzeć najbardziej rozpoznawane miejsca i symbole. Dlatego w Brukseli każdy prawie idzie na spotkanie z sikającym chłopcem Manneken Pis, w Madrycie na Plac Sol. Jeśli więc będziecie w Kopenhadze znajdźcie czas na spacer i spotkanie z Syrenką.

Kopenhaska Syrenka

Udało się zrobić kolejne zdjęcie bez turystów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *