Mały Matterhorn Zermatt

Zermatt i górskie wycieczki były punktem kulminacyjnym naszego pobytu w Szwajcarii. Miasto leży tuż przy granicy z Włochami. Jechaliśmy tu z Nyon, a więc z okolic Genewy samochodem, całkiem wygodnie. Najpierw była autostrada i obowiązujące w Szwajcarii ograniczenie do 120 kilometrów na godzinę, z dużą ilością radarów. Jechałam więc spacerowym tempem, podziwiając mijane krajobrazy, a było co, bo trasa wiodła ponad Jeziorem Genewskim. Potem zaś wjechaliśmy w góry.

Mały Matterhorn Zermatt – Tasch koniec podróży samochodem

Tylko ostatni odcinek musiałam pokonać zwykłą i do tego górską drogą. Trochę się tego obawiałam, ale samochód sprawował się dobrze i ja jako kierowca też. Dojechaliśmy do miejscowości Tasch i tu nasze podróżowanie samochodem się zakończyło, bo w Zermatt nie ma ruchu samochodowego, jeżdżą tu tylko pojazdy elektryczne. Grzecznie wraz z innymi wzięliśmy bagaże i wsiedliśmy do pociągu. Po jakiś 15 minutach znaleźliśmy się na dworcu w Zermatt.

Mały Matterhorn Zermatt

Urocze Zermatt

Mały Matterhorn Zermatt – pierwsze wrażenia

Miejscowość urzekła nas od pierwszego wejrzenia. Położona w dolinie otoczonej górami z Matterhornem na czele. No z tą doliną trzeba jednak pamiętać, iż jest to 1600 metrów nad poziomem morza. Zabudowana domami w stylu alpejskim i bardzo żywa. Widać, że ludzie przyjechali tu, bo kochają góry i każdy stara się w miarę sił i możliwości korzystać z tego pobytu. Z każdym dniem Zermatt podobał nam się coraz bardziej i odjeżdżaliśmy stąd z poczuciem niedosytu oraz z bardzo lekkimi portfelami, bo jedyna wada miejscowości to to, że jest tu drogo.

Mały Matterhorn Zermatt

Matterhorn widziany z Zermatt

Mały Matterhorn Zermatt – wjazd kolejką

Ponieważ nasz wyjazd w góry opóźnił się o jakieś trzy godziny, musieliśmy się bardzo śpieszyć, aby zrealizować założony plan. Chcieliśmy zdążyć wjechać na Mały Matterhorn, obejrzeć muzeum lodowe no i zdążyć zjechać. Wycieczka do tanich nie należy, ale mamy takie założenie, że jak jesteśmy w jakiejś miejscowości, to korzystamy z dostępnych atrakcji. Mówiąc wprost bilet w obie strony kosztuje aż 99 franków.

My jednak jechaliśmy już po południu, a więc było trochę taniej. Dla nieco ekscentrycznych turystów (?) przygotowano atrakcję w postaci małej kabiny ze skórzanymi kanapami i butelką szampana… W okolicy Zermatt Szwajcarzy wybudowali cały system kolejek. Z miejscowości, która leży na 1600 m n.p.m. wjeżdża się etapami na prawie 4000 metrów. Małe wagoniki zatrzymują się co jakiś czas, bo wszędzie są trasy do chodzenia i każdy może coś wybrać dla siebie, w zależności od stopnia aklimatyzacji.

Mały Matterhorn Zermatt

Na szczycie

Gdzieś na wysokości 3000 metrów trzeba było się przesiąść do większych wagoników i tymi wjeżdżało się na szczyt Małego Matterhornu. Tu już zrobiło mi się trochę niedobrze i poczułam lekki ból głowy. Nic w tym dziwnego, bo w ciągu 20 minut pokonaliśmy 1400 metrów różnicy poziomów. Po kilku minutach dotarliśmy na sam szczyt. Na szczęście dolegliwości się nie nasiliły, tylko mieliśmy lekki szum w głowach jak po butelce szampana. Wysokość 3883 m.n.p.m.

 

 

Mały Matterhorn Zermatt – muzeum lodowe

Poszliśmy zwiedzać lodowe muzeum.

Mały Matterhorn Zermatt

Spotkaliśmy kozice

Mały Matterhorn Zermatt

Śnieżny korytarz

Mały Matterhorn Zermatt

Marcin w igloo

Podświetlone rzeźby robiły wrażenie. Jeszcze większe wrażenie robi informacja, iż jest się 15 metrów pod powierzchnią lodowca. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz pogoda się trochę zepsuła i chmury zasłoniły Matterhorn i sąsiednie szczytu, ale i tak nam się podobało. Zjedliśmy drobną przekąskę i wypiliśmy po kieliszku wina, aby uczcić wysokość, na jakiej się znaleźliśmy. Nigdy tego nie róbcie, bo wysokość plus wino to nie jest najlepsze połączenie.

Mały Matterhorn Zermatt

Widok ze szczytu

Mały Matterhorn Zermatt

Środek lata, można jeździć na nartach

Nie jeździliśmy tu na nartach, a można robić to 365 dni w roku, jak głosi reklama. Nie korzystaliśmy już z innych rozrywek na baaardzo świeżym tu powietrzu. Będzie więc powód, żeby tu wrócić. Zjechaliśmy do miejscowości i siedzieliśmy na balkonie, planując kolejne wycieczki. Trochę bolała nas głowa i mieliśmy kłopoty ze spaniem, a moja twarz spuchła, że ledwo było widać oczy. To objawy choroby wysokościowej, ale jak zobaczycie zbytnio się nią nie przejmowałam.

 

Dodane przez Małgosia dnia 2014-09-02

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *