Kraków – wystawa Mit Galicji

W weekend odwiedziliśmy Kraków, mieliśmy więc okazję zobaczyć bardzo interesująca wystawę poświeconą Galicji. Niestety musicie się zadowolić tekstem, bo obowiązywał zakaz fotografowania. Wystawa mieści się w Międzynarodowym Centrum Kultury Rynek Główny 25. Była więc też okazja, aby popatrzyć na Kościół Mariacki i Sukiennice.

Mit Galicji

Zapowiedź wystawy

Wystawa w nowoczesny sposób przedstawia cztery perspektywy spojrzenia na Galicję: polską, ukraińską, austriacką i żydowską. Bo wystawa nie jest tylko sentymentalną próbą przywrócenia tego martwego, i trochę sztucznie wykreowanego tworu, stawia sobie też za zadanie wyjaśnienie aspektów społecznych i kulturalnych. I tak dla Polaków była Galicja miejscem kształtowania polskość, jej przyszłych elit politycznych. Austriakom kojarzyła się raczej z trzecim światem, gdzie była wszechobecna nędza i zacofania. Dla Ukraińców była oknem na Europę.

Eksponaty zostały przedstawione chronologicznie, ale też przez pryzmat życia i dążeń poszczególnych narodów. Warto dokładnie obejrzeć widokówki i zdjęcia przedstawiające Kraków, Lwów i inne miasta. Szczególnie interesujące były pochodzące z  amerykańskich archiwów filmy, na których pokazano przedwojenny Kraków i Lwów z żydowskiej perspektywy.

Co można zobaczyć na wystawie ? Są tu mapy, obrazy, plakaty, zdjęcia, są także tablice próbujące wyjaśnić skomplikowane konteksty związane z prezentowanymi eksponatami. Dużo można dowiedzieć się o czasach istnienia Austro – Węgier, monarchii, która powstała w 1867 roku na skutek kompromisu, a która dziś jest obiektem mniej lub bardziej poważnych tęsknot całkiem sporej ilości ludzi. W 1867 roku również dla Galicji zaczął się nowy czas wraz z powstaniem monarchii.

Trwał on aż do początku I wojny światowej. Ten czas rozgrywał się w czasach panowania Franciszka Józefa I, zwanego czasem w Krakowie „Franzem Jozefem” albo „Cysorzem”. Swoją drogą warto przypomnieć, iż temu ascetycznemu władcy udało się panować od 1848 aż do 1916 roku.  Na wystawie cesarz jest oczywiście obecny, w Krakowie wspominano go z sentymentem, co oczywiście nie przeszkodziło formować właśnie tam ruch strzelecki, a potem legiony.

Niech nikogo nie zwiedzie jednak ten sentyment, bo w Krakowie cieszono się z odzyskania niepodległości w 1918 roku tak, jak i w innych częściach Polski. Dlaczego, czy to wszystko razem pasuje do siebie ? Sądzę, że wystawa próbuje dać odpowiedź na to i wiele innych pytań. Tą odpowiedzią jest pokazanie Galicji z okresu rządów Franciszka Józefa. To może nie zostało jasno powiedziane na samej wystawie, ale przecież pluralizm poglądów i wolność prasy były w czasach Austro – Węgier takie, iż nawet wybitny znawca tamtego okresu, profesor Henryk Wereszycki z pewną nostalgią wspominał te czasy.

Trochę się rozpędziliśmy w tych rozważaniach historycznych. Wracając do wystawy warto zauważyć , iż autorzy trafnie pokazują i przypominają obecność mitu w dzisiejszej rzeczywistości i to nawet tej całkiem komercyjnej. Wystarczy spojrzeć na Krakowski Kredens firmę, który swój sukces zawdzięcza w znacznej mierze także odwoływaniu się do tego mitu.

W Krakowie nie brakuje i właściwie nigdy nie brakowało miejsc nazywanych „galicyjskimi”. To popularny sposób nawiązywania do tamtego czasu. Co ciekawe „małopolskich” nazw jest zdecydowanie mniej. Mieszkając w Krakowie, nawet w zamierzchłych czasach PRL, czuło się te dawne klimaty. Te kawiarnie, ta czasem nieśpieszna atmosfera będące w jawnej opozycji do idiotycznych wymysłów „realnego socjalizmu’. Ale także Pischinger zwany chyba w innych częściach Polski andrutem, ale także sznycel.

Piszę o tym bo mit Galicji opiera się też po części na realnym dziedzictwie widocznym w obyczajach, kuchni czy tytułomanii tak popularnej w Krakowie. Tytuły, godności, to w Krakowie ciągle rzecz ważna choć już chyba nie tak jak jeszcze 20 – 30 lat temu. Jednych to irytowało, innych zachwycało. Stąd też i taki urodzaj na kabarety i artystyczny nokonformizm w dawnej stolicy Polski. Ten „urodzaj” widać było już za czasów galicyjskich, a wolność i swoboda panująca w monarchii pozwalały na wiele.

Jeszcze o jednym dziedzictwie galicyjskim warto napisać. Używanie nazwy C.K – cesarsko – królewski w odniesieniu do Krakowa. Dziś oczywiście nie jest to żadna oficjalna nazwa, ale te dwie literki używane są by znowu odwołać się do nostalgii i mitu. Trochę to tak jak z nazywaniem miast „hanzeatyckimi”.

Interesujący jest fakt, że wystawa będzie też pokazana w Wiedniu i pewnie dobrze, bo przypomni jego mieszkańcom trochę własnej historii. Charakterystyczne jest jednak, iż nie zawita do Warszawy. Szkoda, bo zobaczyć ją warto. Choćby i po to by poczuć klimat, który rysuje autentyczna wymiana zdań pomiędzy cesarzem Franciszkiem Józefem a polskim politykiem, Kazimierzem Grocholskim  Spotkanie i rozmowa miały miejsce w roku 1880 podczas  podróży cesarza do Galicji .Franz Jozef  powiedział do prezesa Koła Polskiego w wiedeńskim parlamencie Kazimierza Grocholskiego : – Moje serce z Wami zostaje. Grocholski odrzekł zaś : – Ale nasze serca zabierasz ze sobą, Najjaśniejszy Panie.

Mit Galicji

Broszura z wystawy

Wystawę można oglądać do 8 marca 2015 roku.

 



Booking.com

 

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *