Hiszpania: z Madrytu do Murcji

 

Znów jesteśmy w Hiszpanii i muszę Wam powiedzieć, że czuję się tu świetnie. Wczoraj wczesnym popołudniem dotarliśmy do Madrytu, po szybkim zameldowaniu się w hotelu, ruszyliśmy „w miasto”. Najpierw musieliśmy kupić bilety na podróż do Murcji. Podjechaliśmy metrem na dworzec Atocha. Tu jest kasa biletowa, w której przeważnie jest kolejka, tak było i tym razem. Zaopatrzyliśmy się w numerek i czekaliśmy. Zabawne było, że rodowici Hiszpanie zwracali się do nas po porady, pytając, gdzie znajduje się maszyna z numerkami, itp. Ponieważ czas oczekiwania wydawał się długi, usiadłam na ławeczce i od razu miałam możliwość sprawdzenia mojego hiszpańskiego. Pan, który właśnie przyleciał z Majorki, zaczął opowiadać mi, że na lotnisku wskazali mu zły autobus i pojechał na stary dworzec, a teraz musi czekać w takiej kolejce i na dodatek jest upał, a on ma marynarkę. Mówił to wszystko ze specyficznym akcentem i byłam bardzo dumna z siebie, że udało mi się go zrozumieć. Ale tu tak jest, Hiszpanie zawsze i wszędzie wchodzą w dialog.

Kupiliśmy w końcu bilety, w jedną stroną były tylko w pierwszej klasie (preferente), w sumie droższe kilkanaście euro, ale jak się dziś okazało warto było dopłacić i trochę żałujemy, że powrotne mamy w drugiej klasie (turistica). W pierwszej mieliśmy film, wygodne siedzenia, z dużymi przerwami, co dla wysokiego Marcina miało znaczenia, film, muzykę i gazety gratis oraz o wiele mniej osób w wagonie. Bilety kupiliśmy tam i z powrotem (ida i vuelta), bo jest to tańsza opcja niż kupowanie najpierw w jedną, a potem w drugą stronę.

Hiszpania, pociąg AVE

Ale wracam do Madrytu, po kupieniu biletów poszliśmy obejrzeć wystawę obrazów Cezanne’a w Muzeum Thyssen Bornemisza. Trochę nas rozczarowała, co prawda pokazywała drogę od impresjonizmu do prawie kubizmu, ale w sumie obrazy mieściły się w pięciu salach i na dodatek niektóre pojawiały się w czterech wersjach. Potem ruszyliśmy starymi, znanymi ulicami po Madrycie. Odwiedziliśmy knajpkę „Los Gatos”, a potem poszliśmy na Plac Św. Anny. Było turystycznie, ale miło. Odwiedziliśmy plac Sol. Znów stwierdziliśmy, że Hiszpanie stanowczo nie lubią siedzieć w domach, zwłaszcza, jak pogoda dopisuje, a wczoraj dopisywała (28 stopni). Powiedzmy szczerze: wszędzie tłoczono i gwarno.

Madryt

Dziś rano wyruszyliśmy pociągiem do Murcji, jechaliśmy ponad cztery godziny, ale było wygodnie i nie można na nic narzekać. Za oknami najpierw pojawił się płaski krajobraz Castilli La Manchy. Widać, że jest to rolnicze zaplecze Hiszpanii. Po jakiś dwóch godzinach wjechaliśmy w góry. Było malowniczo, czasem widoczny był system nawadniania. Podczas całej podróży zaskakiwał nas stosunkowo pusty interior i co jakiś czas widać było opuszczone, rozpadające się domostwa.

W Murcji musieliśmy znaleźć dworzec autobusowy, jakoś się udało, pomocą nawigacji w telefonie, a także sympatycznego człowieka, bo nawigacja trochę źle sobie radziła w mieście zbudowanym na planie arabskim.

Murcja, Hiszpania

Pierwsze wrażenie z Murcji, to mnóstwo emigrantów o arabskich i afrykańskich korzeniach, a także zwykły lokalny bar przy dworcu autobusowym, gdzie jedliśmy wspaniałe kalmary w sosie verde.

Los Alcazares, Hiszpania

Późnym popołudniem dotarliśmy do Los Alcazares, a tu z kolei dużo Anglików. Jest jeszcze przed sezonem. Miejscowość leży nad tzw. Morzem Mniejszym (Mar Menor), widać wieżowce na półwyspie zwanym Rękaw, czyli Manga. Jest jeszcze przed sezonem, a więc ludzi nie jest wcale dużo, ale i knajpy na plaży w dużej mierze zamknięte. Mieszkamy w hotelu pełnym Brytyjczyków, wokół jest mnóstwo czynnych restauracji (w przeciwieństwie do promenady). Jest uroczo i hiszpańsko i trochę brytyjsko. Można zjeść fish and chips (zjedliśmy), a podstawowa miara kieliszka to prawie 200 ml. Powietrze i widoki są za darmo. Lubię wybrzeże przed sezonem.

Los Alcazares, Hiszpania

Los Alcazares, Hiszpania

 



Booking.com

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *