Mazurskie pożegnanie lata

Weekend spędziliśmy na Mazurach.  Było już bardzo specyficznie, letnio i jesiennie jednocześnie. Nie ukrywam, że czekaliśmy na koniec wakacji, aby tu przyjechać. Oboje bardzo nie lubimy zatłoczonych miejsc. Może się kiedyś przekonamy, że na Mazurach i nad Bałtykiem najlepiej jest latem, ale jeszcze nie teraz. Wrzesień to zresztą świetny czas, aby oba te miejsca odwiedzić. Pogoda jeszcze lubi być ładna, nie ma gwałtownych burz, no i przede wszystkim nie ma tłumów.

Na Mazurach spaliśmy w małej wsi Kiersztanowo. I to był chyba nasz błąd, bo mimo wielu zalet wrześniowych wyjazdów, jest jedna zasadnicza wada, dni są już stosunkowo krótkie. Po zmroku w małej ciemnej wsi, nie było co robić. Na kolację też trzeba było jechać samochodem. Nie mieliśmy pomostu z widokiem na jezioro.

Były też jednak zalety: cisza wszechogarniająca i puste niemal jezioro, na które wybraliśmy się na kajakową wycieczkę. Płynęliśmy Jeziorem Juno w stronę Mrągowa.

Zabawa była świetna, a Marcin tak się zachęcił do pływania kajakiem, że w drodze powrotnej zahaczyliśmy o typowo kajakową miejscowość Krutyń i pozyskaliśmy (z pewnym trudem) informacje na temat spływów Krutynią. Marcin oczywiście pływał w jeziorze i twierdził, że woda była ciepła, ale nie wierzcie mu. W tym względzie różnimy się zasadniczo, Marcin spokojnie pływa w wodzie o temperaturze 16 stopni, natomiast ja wchodzę do wody, której temperatura przekracza 24 stopnie. Na morsa się nie nadaje, ale może kiedyś, w końcu wszystko przed nami. Kiedy Marcin skończył pływać nad jezioro przyszedł młody chłopak łowić ryby i już po 5 minutach złapał dwie. Tak mi się to spodobało, że chyba wyrobię sobie kartę wędkarską. Pojechaliśmy do Mikołajek zobaczyć, jak wyglądają po sezonie.

Ale tam jeszcze ruch był całkiem spory, a jachtów na Śniardwach całe zatrzęsienie. Wiem, bo popłynęliśmy na rejs stateczkiem zupełnie jak niemieccy emeryci.

Było całkiem fajnie, ale ci na żaglówkach lepiej się bawili. Chociaż właściwie przy małym wiaterku, to się chyba trochę nudzili, ze statku widzieliśmy, że ulubionym zajęciem pod żaglami jest picie piwa. Ale trzeba przyznać, że wszyscy byli wyjątkowo przyjacielscy i machali do nas z pokładu. W Mikołajkachw samym środku portu, na wodzie stanął luksusowy hotel, pewnie będzie wzbudzał kontrowersje, ale mnie się podobał, dodał miejscowości trochę nowoczesnego blichtru.

Oprócz różnych wodnych aktywności, zwiedziliśmy też dwa miejsca: Świętą Lipkę i Reszel (to już Warmia). Kościół w Świętej Lipce, odnowiony za pieniądze norweskie, prezentuje się wspaniale.

W sezonie (czyli do 30 września) co godzinę prezentowane są wspaniałe organy i koniecznie trzeba je zobaczyć.

Po sezonie także można wysłuchać krótkiego koncertu, ale prezentacji jest mniej. Podczas gry wiele figur rusza się. Wizyta w Świętej Lipce to jeden z obowiązkowych punktów zwiedzania tego regionu.

Reszel powitał nas muzyką ludową, okazało się, że trafiliśmy na dożynki. Było bardzo zabawnie, zespoły ludowe śpiewały na scenie, dzieci bawiły się, a dookoła rynku można się było przejechać na końskim grzbiecie. Na straganach różne specjały, ale publika najbardziej lubiła piwo. W dawnym krzyżackim zamku mieści się dziś hotel i restauracja.

Marcin wyszedł na wieżę, z której podziwiał całkowicie zachowaną zabudowę centrum.

Wstąpiliśmy jeszcze do kościoła pod wezwaniem Świętych Piotra i Pawła. Tam największe wrażenie zrobiła na nas chrzcielnica. Fantastycznie też zachowała się gotycka bryła świątyni.

I wreszcie trochę praktycznych rad.  Na Mazurach niełatwo zjeść świeżą rybę. To swoisty paradoks, bo ryb w jeziorach nie brakuje. Zastanawia nas niechęć do podawania świeżych ryb w restauracjach. Wszędzie są mrożone. Jedynie w smażalniach podają świeże. Jest to dla mnie naprawdę duża zagadka. Mamy dla niej jedno rozwiązanie – wygoda i pozorna oszczędność. Jeśli jednak chcecie zjeść świeżą rybę, to możemy polecić Gospodarstwo Rybackie w Mikołajkach (tak się nazywa lokal i sklep). Na romantyczną kolację się nie nadaje, bo zamykają wczesnym wieczorem, ale rybki są dobre. Bywają też smażalnie przydrożne. Ważna uwaga – informacja o tym, że w lokalu podawane są świeże ryby wcale nie oznacza, iż tak jest. Jeśli zapytacie – dowiecie się jak jest naprawdę. Praktyczna rada numer dwa – jesień to czas po sezonie i wiele atrakcji jest niedostępnych. Z końcem sierpnia cześć zamyka swoje podwoje, z końcem września kolejna. Trzeba więc sprawdzać  czy coś jeszcze jest otwarte. Rada numer trzy – warto się zastanowić jak chce się spędzać czas. Tak jak pisaliśmy jesienią zmrok przychodzi szybko, a w małych miejscowościach atrakcji nie ma zbyt wiele. Na koniec nuta optymizmu – w Krutyniu na pytanie czy można popływać kajakiem w październiku uzyskaliśmy odpowiedź – „nawet w styczniu jeśli pogoda będzie dopisywała”. A tak poza wszystkim zobaczyć mazurskie krajobrazy zawsze warto.

 

 

Dodane przez Małgosia dnia 2013-09-09

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *