Zamek w Bytowie, parowozy w Kościerzynie, skansen we Wdzydzach

Taki mieliśmy plan na niedzielny powrót do Warszawy. Pożegnaliśmy Sworne i ruszyliśmy w drogę. Tutaj od razu uwaga dotycząca nawigacji – w tym rejonie nasz iphone po prostu wariował. Widać było, że satelita namierza nas prawidłowo, ale z odnalezieniem odpowiednich dróg było już gorzej. Kiedy wylądowaliśmy na leśnym parkingu zamiast na drodze, wróciliśmy do starych dobrych map. Dlaczego tak się dzieje nie wiemy, jakiekolwiek są tego powody, radzimy zachować czujność i uwagę w poszukiwaniu właściwej drogi.

W Bytowie mieliśmy refleksję, że jednak unijne pieniądze dobrze służą miastom. Rynek został ładnie odnowiony, okolice zamku również. W zamku krzyżackim, którego historia sięga XIV wieku znajduje hotel, ale także muzeum regionalne, biblioteka i dom kultury.

My oczywiście ruszyliśmy do muzeum. Na parterze jest zbiór prezentujący przedmioty z okolicznych miejscowości.Oglądaliśmy warsztat tkacki i kołowrotki, kuźnię z miechami, zakład bednarski. Na pierwszym piętrze można zobaczyć zachowany układ sal zamkowych.

Eksponaty są tylko w pierwszej sali, w pozostałym zorganizowano coś w rodzaju galerii sztuki, z różnymi obrazkami na sprzedaż. Powiem szczerze – samozaparcia twórcom tych dzieł nie brakuje, co do wartości artystycznych dzieł pozostawia ona jednak sporo do życzenia. W sobotę w Swornem kupiliśmy w miejscowej izbie regionalnej mały obrazek wykonany przez twórcę pochodzącego z okolic i z pewnością wart jest on większej uwagi. Na samej górze znajdują się sale wystaw czasowych. Obejrzeliśmy bardzo interesującą wystawę „Żydzi w fotografii”, przedstawiającą zdjęcia Żydów w przedwojennej i wojennej Polsce. W drugiej sali była wystawa folkloru kaszubskiego. Można jeszcze pospacerować wzdłuż murów.

Ten sam bilet obowiązuje też przy zwiedzaniu wieży kościoła. To jedyna pozostałość z tej średniowiecznej budowli. Ze szczytu wieży nie ogląda się  co prawda panoramy miasta, ale wewnątrz można podziwiać stare fotografie przedwojennego Bytowa.

Kolejną atrakcją, którą mieliśmy obejrzeć w Bytowie był stary most, który nigdy nie został oddany do użytku. Nie został, bo zdecydowano się dosłownie o kilka kroków przenieść linię kolejową. Wszystko to działo się w uporządkowanych Niemczech.  Na zdjęciach most wyglądał ciekawie i kojarzył nam się z oglądanym niedawno wiaduktem w Stańczykach. Historia mostu jest niezwykła, ale jeszcze bardziej niezwykłym wydaje się być odnalezienie budowli. Najpierw jeździliśmy  w koło, szukając mostu, potem Marcin wyruszył na poszukiwania pieszo. A co zobaczył, sam opisze.”Most stanowi fragment pieszej ścieżki wiodącej z jednego z osiedli w kierunku centrum. Wokół trawa, trochę śmieci, nie bardzo wiadomo jak zejść po skarpie by przyjrzeć się ciekawym architektonicznie filarom budowli. Może i jest lepsza droga wiodąca do tego miejsca, ale tak bez poprawności politycznej powiem wprost – w Bytowie most nie jest chyba szczególnie poważanym zabytkiem. Jeżeli chcecie oglądać takie budowle to może warto poprzestać na wiaduktach w Stańczykach na Suwalszczyźnie.”

W Kościerzynie zdążyliśmy obejrzeć tylko Muzeum Parowozów. Znów dotarcie na miejsce stawiło pewne wyzwanie, ale daliśmy radę. Swoją drogą należałoby w Polsce przeprowadzić specjalną akcję na temat oznaczeń, znaków i drogowskazów. Dojazd do muzeum, reklamowanego na tablicach wjazdowych jako jedna z trzech głównych atrakcji miasta, wzbudził nasze zdziwienie. Zapewne betonowe i i rozwalające się płyty stanowić mają dodatkową atrakcję dla turystów, a może są fragmentem bytowskiej trasy dla samochodów 4×4. W samym muzeum sterty śmieci i złomu to zdziwienie jeszcze spotęgowały, ale może się czepiam, w końcu ludzie przychodzą oglądać parowozy i lokomotywy, w nie śmieci.

Śmieci to w znacznej mierze złom. Jeśli jest jakiś problem z tym złomem to z pewnością jego zbieracze pomogą muzeum. Co tam, muzeum sobie radzi i ma nawet grant unijny. Co ważne wśród licznych zaleceń i i instrukcji jest i taka mówiąca o tym, iż robienie zdjęć na użytek inny niż prywatny wymaga zgody dyrektora. Na trzymanie kupy śmieci dyrektor zapewne wydał zgodę już dawno. Te złośliwe uwagi nie zmieniają faktu, ze w muzeum jest wiele naprawdę ciekawych eksponatów.

Atrakcją, zwłaszcza dla dzieci, ale nie tylko, jest możliwość wchodzenia do parowozów. Każdy parowóz to osobna historia. Jest niemiecki potężny parowóz wybudowany z myślą o froncie wschodnim.

W trakcie działań wojennych został zdobyty przez Rosjan i wieńczy go czerwona gwiazda. Są maszyny, które przepracowały parędziesiąt lat i pamiętają różnych właścicieli i różne ustroje. Jednym z eksponatów jeszcze niedawno wjeżdżaliśmy na Gubałówkę.

Dla miłośników starych, pięknych maszyn są XIX- wieczne wozy strażackie.

Ostatnim punktem naszej wycieczki był skansen we Wdzydzach Kiszewskich. Ale zanim tam dojechaliśmy zatrzymaliśmy się na obiad w przydrożnej Pizzerii Kaszubskiej. Ja zjadłam potrawę o wdzięcznej nazwie ruchanki, Marcin zaś pizzę, oboje zupę pomidorową. Wszystko smaczne i kaloryczne (niestety). W sprawie „ruchanek” to wyjaśniam tylko, iż jest rodzaj racuchów.

Mogą być na słodko lub słono. Skansen jest najstarszym tego typu muzeum w Polsce. Powstał w 1906 roku. Bardzo ciekawy był kościół, który pochodził z miejscowości Swornegacie.

Jego wnętrze urzeka kolorami. To nie jest tylko obiekt muzealny, to także istniejąca świątynia. Obejrzeliśmy też liczne zagrody, młyn, karczmę. Stwierdziliśmy, że chałupy przypominały trochę dworki i były znacznie bogatsze niż te, które widzieliśmy w skansenie w Maurzycach.

Trochę brakowało nam tu większej ilości informacji na temat Kaszubów. Można przeczytać napis „zagroda gburska”. No więc po kaszubsku ten „gbur” to gospodarz. Może jednak warto byłoby to wyjaśnić… Sam skansen położony jest na rozległym terenie tuż nad jeziorem. Warto tu przyjechać, ale przeżyliśmy też trochę zawodu. Można chyba zrobić więcej, by ludziom przybliżyć eksponaty. Jadąc do skansenu mieliśmy nadzieję na zakup obrusu, obrusu okrągłego, bo taki mamy stół. Nie udało się, bo okrągłych nie robią ( wytłumaczenie prawdziwe). Ale pewnie i tak byśmy nie kupili, skoro kosztują około 1800 zł (a to pokazuje nasz rozsądek). Chyba wolimy jechać na kolejną wycieczkę.



Booking.com

Dodane przez Małgosia i Marcin dnia 2013-07-09

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *