W hiszpańskim barze

Bar jest jednym z tych miejsc w których najlepiej widać charakter i obyczaje Hiszpanów. Pewno też dlatego tak bardzo lubimy tam chodzić. Nie chodzi jednak, wbrew pozorom, tylko o picie alkoholu. Bar to także mały (a czasem nawet spory) klub dyskusyjny, świetlica telewizyjna i miejsce załatwiania najrozmaitszych spraw. Mówi się, iż Madryt to miasto w którym jest największe na świecie zagęszczenie lokali gastronomicznych. Nie wiem czy tak jest w istocie rzeczy, ale bary są wszędzie.

Dziś słów parę o piciu alkoholu. Centralnym punktem baru  jest …bar. Mam oczywiście na myśli ladę, czy jak mówiło kiedyś w Polsce, szynkwas. W Polsce to zwykle miejsce przypadkowe i czasami nieco wstydliwe. Rodzime filmy pokazują zmęczonych życiem mężczyzn i kobiety porzucone przez męża, które w smutku i determinacji topią swe żale w kieliszku wódki pod czujnym (może czułym) okiem barmana. W Hiszpanii jest inaczej. Bar to naturalne miejsce spotkania ludzi i rozmowy. Stoi się przy barze i rozmawia. Tłoczy się wraz z innymi.

Druga cześć lokalu, to oczywiście ta ze stolikami –  mesa. Przy okazji ważna uwaga dla oszczędnych. Często cena przy barze jest niższa niż przy stoliku. To oczywiście kwestia obsługi. W hiszpańskich barach przeważa męska obsługa. Ważne, i to uwaga natury bardziej ogólnej, w Hiszpanii pracę kelnera i barmana w znacznie, znacznie częściej niż w Polsce wykonują zawodowcy. Zapewniam, że podnosi to jakość hiszpańskiej gastronomii.

Co się pije? Zdecydowanie najpopularniejsze trunki to wino i piwo. W przypadku wina można oczywiście zażyczyć sobie kieliszek jakiegoś konkretnego, ale często klienci zamawiają po prostu mówiąc – białe, czerwone ewentualnie różowe. Nie wynika to z braku kultury wina, ale z przeświadczenia, ze trunek którym zostanie się uraczonym jest po prostu dobry. Od razu dodaję, iż jest to przeświadczenie prawdziwe. Jeśli chcemy potraktować pobyt w lokalu jako okazję do spróbowania wina to mam kilka propozycji. Zacznijmy od białych. Warto skosztować verdejo, które przypomina nieco portugalskie vinho verde. Zdecydowanie polecam szczep albarino. To wino z Galicji. Smaczne, czasem nieco droższe niż inne białe. Kiedyś przeczytałem, że to najlepszy szczep do robienia właśnie takiego wina. Te rozważania zostawiam jednak specjalistom od wina. Ze swojej strony mogę powiedzieć, iż jest to naprawdę dobry trunek. I trzecia propozycja wino Antonio Barbadillo. Bardzo lubimy to wino choć wypada się zgodzić, iż nie jest o szczyt winiarskiego Olimpu.  Ten produkt można nabyć w wielu hiszpańskich sklepach i kosztuje tylko 3,5 euro za butelkę. Czerwone wina trochę mniej pasują do letniej atmosfery, gdy zwykle odwiedza się Hiszpanię. Co tu dużo mówić w tym temacie proponuję Rioję. Wina z tego regionu znane są w Polsce, ale w Hiszpanii mamy szansę za rozsądne pieniądze kupić naprawdę dobry trunek. W kwestii różowych polecam wina z regionu Navarry. W sklepie różowe wina z tego rejonu można kupić w cenie nawet poniżej 2 euro. To takie sugestie, jeśli zdecyduje się ktoś wybierać wino, a nie korzystać z decyzji barmana.

Piwo pije się w małych porcjach. Zwykle jest to caña czyli około 0,2, 0,3 litra. Nie ma raczej mowy o klimatach naszej części Europy, a bawarskie litrowe kufle tu nie funkcjonują. Z ciekawszych napitków warto wymienić wermut serwowany z lodem i cytryną, lany z beczki. Bardzo dobre są  mocne alkohole z Jerezu. To 40 % brandy, a najczęściej oferowane są  Soberano, Veterano, Magno. Te trunki można nabyć także w Polsce.  Oczywiście pojawiają się i inne napitki i to często w zależności od regionu. Właśnie w Jerezie popularna jest gama miejscowych trunków, w Maladze w mrocznym barze w centrum serwowane z beczek są miejscowe napitki, a od samego zapachu alkoholu może zakręcić się w głowie. W takim Jerezie można zwiedzać wytwórnie lokalnych alkoholi i zapewniam, że jest to naprawdę ciekawa wycieczka.  To element takiej turystyki alkoholowej. Aż boję się tego poprzedniego zdania, bo przecież każdy prawie chciałby spróbować, ale pisać takie rzeczy… Szybko podsumuję temat – w Hiszpanii osoby „po spożyciu’ są zdecydowanie rzadszym widokiem niż w Polsce. Jest też oczywiście sangria, która zasługuje na osobny fragment opowieści. Ten tak lubiany napitek turystom często znany jest z wielkich butli mieszczących słodkawe czerwone wino, które ochoczo miesza się z duża ilością owoców. W hiszpańskim sklepie można sangrię kupić zapakowaną w kartonowe pudełko. To jednak tylko jedna z możliwości. Siedząc przy barze obserwowaliśmy wielokrotnie jak w niektórych lokalach przyrządza się sangrię. Tak naprawdę jest to mieszanka czerwonego wina, sprite`a, brandy (tak brandy). To znacznie mocniejszy trunek. Możecie przeczytać w rubryce „Smaki” jak taką sangrię zrobić. Jak raz spróbuje się właśnie tej wersji, to turystyczna formuła już nigdy nam nie będzie smakowała. I wreszcie jeszcze jedne dziwny napój czyli tinto de verano. Chyba można powiedzieć, iż jest to letni drink. W końcu po polsku moglibyśmy powiedzieć „letnie czerwone wino”. To mieszanka w proporcji 1 : 1 czerwonego wina i napoju gazowanego. Zwykle jest to La Casera ale może być i fanta. Taki drink można także kupić gotowy w sklepie.

Teraz trochę o tym, jak to jest z tapasami. Tapa to po prostu mała porcja jedzenia, zakąska. Strasznie dużo dziwnych rzeczy można na ten temat przeczytać w opisach Hiszpanii. W rzeczywistości jest to tak. Są regiony Hiszpanii, gdzie pijąc alkohol do każdego kieliszka dostaniemy darmową, podkreślam, darmową zakąskę. Nie jest to wyraz miłości barmana do nas. Takie jest prawo. Będzie się tak działo w Madrycie i w Andaluzji. W Barcelonie, w Walencji tego nie oczekujmy. Ta darmowa zakąska to może być kilka chipsów, oliwek, ale równie dobrze talerzyk krewetek, kanapka z szynką. Wszystko zależy od lokalu, czasami można wybrać samodzielnie rodzaj zakąski, a to ważne gdy na przykład nie lubi się jeść świńskich uszu. Jakość i ilość darmowego jedzenia wzrasta z każdą wypita kolejką. Podobnie, bardzo często, zwiększa się też miarka (w głowie barmana chyba) za pomocą której wyznacza ilości wlewanego nam alkoholu. Mogą też pojawić się darmowe kolejki na koszt baru. To normalne, to nie jest niebezpieczne, nikt nas nie oszuka.

Po takim długim wywodzie  ktoś zapyta, a ile to kosztuje ? Generalnie rzecz biorąc niedużo. Kieliszek wina to wydatek między 1,5 – 3 euro. To oczywiście pewne uśrednienie. Małe piwo kosztuje zwykle od 1 euro za szklankę. Tak więc, jak na pewno łatwo zauważyć, jeśli ktoś nie jest bardzo głodny, to kolacja za 5 euro jest możliwa. Czyli 3 kieliszki wina i darmowe zakąski. Gdy jest gorący letni wieczór to naprawdę może być sensowna alternatywa. W niektórych lokalach ceny spożytego trunku i jego ilość barman zapisuje kredą na blacie tuż przed naszymi oczami. I choć czasem wydaje się  niemożliwe, że tyle wypiliśmy, barman się nigdy nie myli.

To już naprawdę długi tekst. Więcej o tapasach napiszę niebawem.

 

Dodane przez Marcin dnia 2013-07-03

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *